FIRMOWA MOBILNOŚĆ
Bruksela narzeka na elektryki, ale rachunek za rewolucję wystawi biznesowi
Gdy polityczne wizje zderzają się z twardą rzeczywistością, efekty bywają bolesne. Przekonują się o tym właśnie unijni komisarze, którzy na własnej skórze testują owoce przeforsowanej przez siebie zielonej transformacji.
Data publikacji: 29.05.2026
Data aktualizacji: 29.05.2026
Podziel się:

Jak donosi serwis RMF24, uciążliwe podróże służbowymi „elektrykami” na liczącej 450 kilometrów trasie między Brukselą a Strasburgiem sprawiają, że unijni komisarze narzekają na własne rozwiązania. Zgodnie z polityką, która zakłada osiągnięcie przez Komisję Europejską zeroemisyjności do 2027 roku, aż 80 procent z liczącej 130 aut floty tej instytucji stanowią obecnie pojazdy zasilane prądem. W praktyce oznacza to, że decydenci zmuszeni są do przymusowych postojów na ładowanie, co wydłuża ich podróż o około 30 minut.
Dziennikarze relacjonują, że urzędnicy zgłaszają zmęczenie, które daje o sobie znać zwłaszcza po długich sesjach plenarnych. Aby oszczędzać baterię, kierowcy jeżdżą z mniejszą prędkością, przez co czas przejazdu drastycznie rośnie z 5 do 7 godzin. Wydawać by się mogło, że racjonalną alternatywą byłaby kolej, jednak – jak argumentują oficjele – jazda pociągiem nie pozwala na poufne rozmowy. Z tego komunikacyjnego impasu suchą stopą wychodzi jedynie szefowa KE, Ursula von der Leyen, która unika tych problemów, bo wciąż używa spalinowego auta opancerzonego.
Zgodnie z polityką, która zakłada osiągnięcie przez Komisję Europejską zeroemisyjności do 2027 roku, aż 80 procent z liczącej 130 aut floty tej instytucji stanowią obecnie pojazdy zasilane prądem. W praktyce oznacza to, że decydenci zmuszeni są do przymusowych postojów na ładowanie, co wydłuża ich podróż o około 30 minut.
Twarde lądowanie dla dużych flot
Ta urzędnicza niedogodność nabiera jednak zupełnie innego ciężaru, gdy spojrzymy na nią z perspektywy przedsiębiorców, dla których elastyczność i przewidywalność kosztów mobilności to rynkowe być albo nie być. Komisja Europejska w ramach polityki klimatycznej szykuje przepisy zmuszające duże firmy do tego, by od 2030 roku musiały mieć minimum 30 procent aut elektrycznych w składzie flot. Regulacje wezmą na celownik przedsiębiorstwa zatrudniające ponad 250 pracowników i osiągające obroty na poziomie ponad 50 milionów euro rocznie. Wymogi są bezlitosne – łączny udział pojazdów zero- i niskoemisyjnych ma w tych podmiotach wynosić minimum 48 procent. Co istotne dla łańcuchów dostaw, rewolucja dotknie również logistykę, ponieważ w dostawczakach wymóg posiadania aut elektrycznych ustalono na 25 procent.
Komisja Europejska w ramach polityki klimatycznej szykuje przepisy zmuszające duże firmy do tego, by od 2030 roku musiały mieć minimum 30 procent aut elektrycznych w składzie flot. Regulacje wezmą na celownik przedsiębiorstwa zatrudniające ponad 250 pracowników i osiągające obroty na poziomie ponad 50 milionów euro rocznie.
Rykoszet uderzy w mniejszych graczy
Zarządy mniejszych spółek mogłyby w tym momencie odetchnąć z ulgą, ale byłby to strategiczny błąd. Eksperci wprost ostrzegają, że nowe rygory dotkną też mniejsze firmy i osoby prywatne, prognozując, że małe firmy również „oberwą” rykoszetem. Mechanizm transmisji tych kosztów ma być szybki i skuteczny: to firmy leasingowe zaczną po prostu wymuszać wybór elektryków na swoich klientach.
To gigantyczne wyzwanie, zwłaszcza w realiach drastycznie kurczącego się popytu, co właśnie niezwykle brutalnie weryfikuje polski rynek. Sprzedaż elektryków w Polsce spadła w kwietniu 2026 roku do 5 procent nowych aut. To potężna przepaść w porównaniu do wyników z ubiegłego roku – w całym 2025 roku wskaźnik ten wynosił 7 procent, a w grudniu 2025 roku osiągnął nawet 11 procent. Skąd to rynkowe hamowanie i powrót do silników konwencjonalnych? Powód jest jasny: w styczniu 2026 roku nastąpiło zakończenie dopłat do tych aut.
Wnioski dla biznesu nasuwają się same. Kiedy z rynku znika kroplówka państwowych dotacji, przedsiębiorcy natychmiast zaczynają twardo kalkulować realne koszty użyteczności sprzętu. I trudno im się dziwić, biorąc pod uwagę, że nawet architekci europejskiej transformacji męczą się z jej praktycznym funkcjonowaniem. Różnica polega jednak na tym, że gdy decydenci w Brukseli borykają się z niewygodami pod ładowarkami i powolną jazdą, właściciele firm będą musieli wziąć na swoje barki twarde koszty modernizacji, walcząc o utrzymanie płynności w coraz ciaśniejszym gorsecie narzucanych regulacji.
Bibliografia:
TVN24: https://tvn24.pl/biznes/moto/liczba-elektrykow-w-polsce-w-2025-roku-st8863971
RMF24: https://www.rmf24.pl/fakty/swiat/news-zielona-rewolucja-uderzyla-w-bruksele-unijni-komisarze-wscie,nId,8088025



