AKTUALNOŚCI
Kapitał, który można wziąć do ręki. Dlaczego przedsiębiorcy wracają do fizycznego złota?
Zawirowania geopolityczne i inflacja sprawiają, że tradycyjne lokaty przestają wystarczać. O tym, jak fizyczne kruszce pozwalają zdywersyfikować firmowy majątek i zabezpieczyć go przed ryzykiem instytucjonalnym, rozmawiamy z Pawłem Mazurkiem, Prezesem Zarządu Mennicy Mazovia.
Data publikacji: 29.09.2026
Data aktualizacji: 08.10.2026
Podziel się:

Dominik Jańczak: W dobie zawirowań geopolitycznych i gospodarczej niepewności tradycyjne lokaty bankowe przestają stanowić dla przedsiębiorców bezpieczną przystań. Widzimy wyraźny trend, w którym kapitał firmowy i prywatny ucieka w stronę fizycznego majątku, szukając tarczy chroniącej wartość pieniądza. Przedsiębiorcy na co dzień obracający cyfrowym kapitałem coraz częściej czują potrzebę posiadania aktywów całkowicie niezależnych od systemu bankowego. Jak silny jest obecnie ten trend i czy fizyczne złoto to dziś dla biznesu jedyna racjonalna alternatywa pozwalająca uciec od ryzyka instytucjonalnego?
Paweł Mazurek: Z moich obserwacji wynika, że w ostatnich latach zmienił się sposób, w jaki przedsiębiorcy patrzą na bezpieczeństwo swojego kapitału. Jeszcze niedawno scenariusz był prosty: wypracowane nadwyżki finansowe trafiały na lokaty albo po prostu leżały na kontach firmowych. Dzisiaj ten model przestaje być wystarczający. Trzymanie gotówki w banku nie gwarantuje już, że pieniądze utrzymają swoją siłę nabywczą. Właściciele firm widzą, co dzieje się dookoła – mamy wysoką inflację, zmienność stóp procentowych i rosnącą niepewność geopolityczną. Właśnie dlatego coraz częściej przesuwają część kapitału w stronę aktywów, które nie są powiązane z kondycją konkretnej instytucji finansowej czy branży.
Tutaj, w sposób zupełnie naturalny, pojawia się złoto. Dla wielu firm zakup kruszcu zaczyna być jednym z elementów odpowiedzialnego zarządzania nadwyżkami finansowymi. To nie jest żadna chwilowa moda. Nasz rynek wydoroślał. Przedsiębiorcy dostrzegają, że budowanie majątku firmy to nie tylko wypracowywanie coraz wyższych zysków, ale też – a może przede wszystkim – mądra ochrona zgromadzonego kapitału. Złoto od wieków zachowuje funkcję środka przechowywania wartości w różnych systemach gospodarczych i okresach kryzysowych. Ludzie ufają mu od wieków. W erze cyfryzacji, kiedy co chwilę słyszymy o cyberzagrożeniach, ta cecha złota staje się atutem.
To nie oznacza oczywiście, że złoto powinno być jedynym elementem w portfelu firmy. Kluczem jest mądra dywersyfikacja. Kruszec ma być bezpieczną kotwicą – aktywem, które jest powszechnie rozpoznawalne, płynne i niezależne od tego, w jakiej kondycji jest akurat dany bank czy fundusz.
DJ: Ochrona wypracowanego kapitału to dla właścicieli firm nie tylko walka z inflacją, ale także sprawna nawigacja w gąszczu przepisów podatkowych. Inwestycje w klasyczne instrumenty finansowe często wiążą się z bolesnym podatkiem Belki, a obrót wieloma towarami obciążony jest wysoką stawką VAT. W tym kontekście rynek metali szlachetnych wydaje się być swoistą oazą pozwalającą na legalną i wysoce efektywną optymalizację. Jak dokładnie wyglądają mechanizmy zwolnień podatkowych na rynku złota inwestycyjnego i jak przedsiębiorcy mogą z nich bezpiecznie korzystać, aby chronić swój majątek przed fiskusem?
PM: Przedsiębiorcy coraz częściej patrzą na zarządzanie majątkiem firmy w sposób kompleksowy. Znaczenie ma nie tylko potencjał wzrostu wartości danego aktywa, lecz także przejrzystość zasad, bezpieczeństwo oraz sposób rozliczenia transakcji.
Złoto inwestycyjne spełniające określone prawem warunki korzysta w Polsce oraz w całej Unii Europejskiej ze zwolnienia z podatku VAT. W przypadku spółek kapitałowych dochód ze sprzedaży złota rozlicza się jednak na zasadach właściwych dla danego podmiotu, na przykład w ramach podatku CIT. Nie ma tu zastosowania podatek Belki, który dotyczy określonych dochodów kapitałowych osób fizycznych.
Oczywiście nie każda transakcja kupna-sprzedaży złota pozostaje neutralna podatkowo. Zawsze trzeba uwzględnić status nabywcy, cel zakupu oraz sposób ujęcia aktywa w dokumentacji firmy. Co do zasady jednak, złoto jest dziś dla przedsiębiorców ważnym elementem długoterminowej ochrony kapitału. Ono po prostu daje im stabilność i naturalnie domyka strukturę dywersyfikacji.
Warto również wspomnieć o srebrze inwestycyjnym, które dla wielu firm jest bardzo ciekawym rozwiązaniem. W przeciwieństwie do złota, jego zakup wiąże się z 23% podatkiem VAT. Jeśli jednak firma jest czynnym podatnikiem VAT, to przy spełnieniu odpowiednich warunków może ten podatek odliczyć. To sprawia, że srebro staje się dla biznesu naprawdę ciekawym i opłacalnym sposobem na zróżnicowanie firmowego majątku.
Na koniec trzeba jednak postawić sprawę jasno: same korzyści podatkowe nigdy nie powinny być głównym powodem zakupu metali szlachetnych. Najważniejsze są zawsze realne cele firmy, jej płynność finansowa oraz to, na jak długo te pieniądze mają zostać ulokowane. Każde przedsiębiorstwo ma inną specyfikę i inaczej zarządza budżetem, dlatego rozwiązanie idealne dla jednej firmy niekoniecznie sprawdzi się w drugiej. Właśnie dlatego przed każdym zakupem kluczowe jest skonsultowanie tego kroku z własnym biurem rachunkowym lub doradcą podatkowym.
Przedsiębiorcy dostrzegają, że budowanie majątku firmy to nie tylko wypracowywanie coraz wyższych zysków, ale też – a może przede wszystkim – mądra ochrona zgromadzonego kapitału. Złoto od wieków zachowuje funkcję środka przechowywania wartości w różnych systemach gospodarczych i okresach kryzysowych. Ludzie ufają mu od wieków.
DJ: Wielu przedsiębiorców myśli o zabezpieczeniu przyszłości swoich dzieci od najmłodszych lat, budując przy tym świadomość finansową kolejnego pokolenia. Zamiast tradycyjnej koperty z gotówką, która szybko traci na wartości, czy drogich gadżetów nowym hitem prezentowym z okazji komunii czy chrzcin staje się fizyczne złoto. Monety i małe sztabki to z jednej strony świetna lekcja ekonomii, a z drugiej realny kapitał na start w dorosłość. Z czego wynika ten nagły zwrot w stronę kruszców w kontekście prezentowym?
PM: Zmienia się samo podejście do dawania prezentów z okazji chrztu czy Pierwszej Komunii Świętej. Rodzice, dziadkowie i chrzestni coraz częściej zadają sobie nie pytanie: „Co sprawi dziecku radość dzisiaj?”, lecz: „Co będzie miało dla niego realną wartość za kilkanaście czy kilkadziesiąt lat?”. To zupełnie inny sposób myślenia niż jeszcze dekadę temu.
Coraz częściej do standardowych upominków – takich jak rower, konsola czy smartfon – dołączana jest sztabka albo złota moneta. I to nie jako zamiennik dziecięcych marzeń, bo przecież dziecko chce mieć też radość tu i teraz. To działa raczej jako symbol troski o przyszłość i taki pierwszy symboliczny krok w budowaniu kapitału. Co ciekawe, mamy klientów, którzy wracają co roku, dokupując kolejne niewielkie sztabki lub monety przy okazji urodzin czy innych świąt. W ten sposób, z czasem powstaje coś znacznie cenniejszego niż pojedynczy prezent – budowany przez lata kapitał na start w dorosłe życie.
Dokupowanie kolejnych sztabek lub monet ma również wymiar edukacyjny. Młody człowiek rośnie i widzi na własne oczy, że kapitału wcale nie trzeba budować jednym wielkim, spektakularnym ruchem. Pokazujemy mu, że kluczem są regularność i konsekwencja. Złoto staje się wtedy nie tylko przedmiotem o konkretnej wartości rynkowej, ale też świetnym punktem wyjścia do rozmowy o oszczędzaniu, cierpliwości i odpowiedzialnym podejściu do finansów. Prezent z okazji chrztu czy komunii staje się pierwszą, praktyczną lekcją długoterminowego myślenia.
Nie zapominajmy też o samej symbolice. Żyjemy w świecie, w którym większość pieniędzy to po prostu cyfrowy zapis na ekranie telefonu. Dlatego coraz bardziej doceniamy rzeczy fizyczne, namacalne i trwałe, które można przekazać z rąk do rąk, z pokolenia na pokolenie. Złota sztabka niesie ze sobą prosty, piękny komunikat: „Myślę nie tylko o dzisiejszej uroczystości, ale o Twojej przyszłości”.
Poza tym złoto to prezent absolutnie ponadczasowy. Nie zależy od mody, technologii ani wieku. Za piętnaście czy dwadzieścia lat model telefonu otrzymanego na komunię prawdopodobnie nie będzie miał już żadnej wartości użytkowej ani finansowej, podczas gdy złoto nadal pozostanie realnym składnikiem majątku młodego człowieka. I właśnie dlatego coraz więcej rodzin patrzy na taki zakup nie jak na jednorazowy wydatek okolicznościowy, ale jak na mądre zabezpieczenie kolejnego pokolenia.
DJ: Wśród części właścicieli mniejszych biznesów wciąż pokutuje mit, że inwestowanie w złoto zarezerwowane jest wyłącznie dla rekinów finansjery i wymaga sporych nakładów. Tymczasem budowanie poduszki finansowej – tak kluczowej w prowadzeniu własnej działalności – można i warto rozpoczynać od niewielkich kwot. Regularne zakupy mniejszych gramatur mogą stanowić elastyczne zabezpieczenie płynności w czasach kryzysu. Jak krok po kroku, dysponując ograniczonym kapitałem początkowym, polski przedsiębiorca może zacząć budować swój „złoty portfel”?
PM: Wielu przedsiębiorców wciąż żyje w przekonaniu, że zakup złota wymaga jednorazowego wyłożenia kilkudziesięciu czy nawet kilkuset tysięcy złotych. To błąd, który często powstrzymuje ich przed podjęciem działania. Prawda jest taka, że złoty portfel powinien powstawać latami – sztabka po sztabce, moneta po monecie – tak, by nie obciążać nadmiernie bieżącej płynności firmy ani nie wiązać się z zamrożeniem dużej części kapitału obrotowego. W całym tym procesie najważniejsze nie jest to, od jakiej kwoty się zacznie, ale czy zrobi się to w sposób rozsądny i konsekwentny. Właśnie dzięki temu złoty portfel mogą budować nie tylko największe podmioty, lecz także właściciele małych i średnich firm.
Jak zacząć? Pierwszym krokiem nie jest jeszcze zakup złota, ale oddzielenie bieżącej poduszki finansowej firmy od kapitału, który rzeczywiście stanowi wolną nadwyżkę. Firma w pierwszej kolejności musi mieć zabezpieczone środki na wynagrodzenia, podatki, zobowiązania wobec kontrahentów oraz nieprzewidziane wydatki. Dopiero to, co zostanie, można stopniowo lokować w aktywach długoterminowych.
Drugi krok to określenie bezpiecznej kwoty, którą będzie można regularnie przeznaczać na zakup kruszcu bez naruszania stabilności biznesu. Nie musi to być duża suma. Znacznie ważniejsze od jednorazowego, spektakularnego zakupu są systematyczność i konsekwencja.
Trzeci krok to wybór sprawdzonego dealera. Przy inwestycji w fizyczny kruszec liczy się nie tylko cena, ale przede wszystkim autentyczność produktu, dokumentacja zakupu oraz możliwość późniejszej odsprzedaży u tego samego dealera. To wszystko zapewnić może jedynie zakup u wiarygodnego sprzedawcy.
Czwarty krok to wybór odpowiedniego produktu. Na początku drogi najlepiej skoncentrować się na popularnych, rozpoznawalnych sztabkach i monetach bulionowych, które są łatwe do wyceny i późniejszej odsprzedaży. Warto przy tym pamiętać o prostej zależności rynkowej: najmniejsze gramatury są bardziej dostępne cenowo, ale zazwyczaj wiążą się z nieco wyższą marżą w przeliczeniu na gram. Zadaniem przedsiębiorcy jest więc znalezienie rozsądnego kompromisu między ceną zakupu a elastycznością całego portfela.
Prawda jest taka, że złoty portfel powinien powstawać latami – sztabka po sztabce, moneta po monecie – tak, by nie obciążać nadmiernie bieżącej płynności firmy ani nie wiązać się z zamrożeniem dużej części kapitału obrotowego. W całym tym procesie najważniejsze nie jest to, od jakiej kwoty się zacznie, ale czy zrobi się to w sposób rozsądny i konsekwentny.
DJ: Rosnące zainteresowanie metalami szlachetnymi niestety przyciąga także oszustów. Dla przedsiębiorcy, który planuje ulokować w złocie część firmowych nadwyżek, zakup falsyfikatu to scenariusz katastrofalny. Bezpieczeństwo i transparentność transakcji stają się tu równie ważne, co sam rynkowy kurs kruszcu. Na co inwestorzy muszą zwracać uwagę przy weryfikacji metali oraz sprzedawców w sieci, aby nie dać się oszukać i zagwarantować sobie autentyczność aktywów?
PM: Rzeczywiście, internet ułatwił zakupy, ale stał się też idealnym narzędziem dla oszustów. Dlatego tak ważna jest czujność. Jeśli ktoś oferuje sztabkę lub monetę wyraźnie poniżej ceny rynkowej, w głowie natychmiast powinna zapalić się czerwona lampka. Cena kruszcu jest transparentna i wynika przede wszystkim z globalnych notowań oraz kosztów produkcji, dlatego wyraźnie zaniżona oferta powinna wzbudzić szczególną ostrożność.
Od lat powtarzam: przy zakupie złota kluczowe nie jest znalezienie najniższej ceny, ale wybór wiarygodnego partnera. Zanim wyłoży się kapitał, warto bardzo dokładnie sprawdzić, z kim ma się do czynienia. Jak długo ten dealer działa na rynku? Czy ma fizyczne, stacjonarne oddziały, do których można po prostu wejść i porozmawiać? Czy wystawia dokumentację zakupu i – co niezwykle ważne – czy prowadzi późniejszy odkup tego metalu i jasno przedstawia jego zasady? Przy zakupie złota zaufanie jest tak samo ważne jak sam produkt. Przecież fizyczny kruszec kupuje się po to, żeby zabezpieczyć swój majątek i spać spokojnie. To dlatego cały ten proces sprzedaży musi dawać poczucie bezpieczeństwa.
Kolejna sprawa, na którą należy zwrócić uwagę, to pochodzenie kruszcu. W przypadku sztabek warto wybierać produkty renomowanych rafinerii, w szczególności producentów znajdujących się na liście LBMA Good Delivery. Produkty takich producentów są rozpoznawalne na całym świecie, co ułatwia ich późniejszą odsprzedaż zarówno na rynku krajowym, jak i zagranicznym. Kupując w oficjalnym kanale dystrybucji, inwestor otrzymuje dokumentację zakupu oraz potwierdzenie pochodzenia produktu, co znacząco ogranicza ryzyko nabycia falsyfikatu.
DJ: Wielu właścicieli spółek kapitałowych zastanawia się nad możliwością zakupu złota inwestycyjnego bezpośrednio z konta firmowego, chcąc dywersyfikować leżącą na lokatach gotówkę. Polskie prawo podatkowe i ustawa o rachunkowości bywają jednak w takich przypadkach skomplikowane, wymagając odpowiedniego klasyfikowania i księgowania takich aktywów. Złoto traktowane jako inwestycja długoterminowa firmy rodzi określone konsekwencje w bilansie przedsiębiorstwa. Czy zakup złota bezpośrednio na spółkę kapitałową to obecnie popularna praktyka wśród polskich przedsiębiorców i z jakimi wyzwaniami natury księgowej trzeba się liczyć?
PM: Zakup kruszcu przez spółkę kapitałową jest jak najbardziej możliwy i – co chcę bardzo mocno podkreślić – zgodny z prawem. Co prawda jeszcze kilka lat temu takie transakcje należały do rzadkości, ale dzisiaj to się zmienia. Widzimy, że coraz więcej firm interesuje się możliwością lokowania części nadwyżek w złocie. Taka inwestycja daje komfort i bezpieczeństwo, o ile oczywiście rozliczy się ją prawidłowo. Pod tym względem najważniejsze wyzwania dotyczą prawidłowego określenia celu zakupu, zaklasyfikowania złota w księgach, przyjęcia sposobu jego wyceny oraz późniejszego rozliczenia ewentualnej sprzedaży. Istotne jest również właściwe udokumentowanie transakcji i ustalenie zasad przechowywania aktywa. Te kwestie warto na samym początku omówić z własnym biurem rachunkowym albo doradcą podatkowym. To są specjaliści, którzy najlepiej znają specyfikę konkretnego biznesu i pomogą dobrać prawidłowy sposób rozliczenia.
DJ: Każdy biznes wymaga elastyczności, a jednym z najważniejszych parametrów aktywów w portfelu firmy jest możliwość ich szybkiego spieniężenia. W sytuacji nagłego zatoru płatniczego lub nieoczekiwanej okazji rynkowej zarząd musi mieć szybki dostęp do gotówki. Fizyczne złoto często kojarzy się z aktywem „zamrożonym”, co budzi obawy o czas i koszty jego upłynnienia. Jak w rzeczywistości przebiega proces odsprzedaży fizycznego złota przez przedsiębiorcę i czy jest to kapitał, który w razie „pożaru” można błyskawicznie uruchomić?
PM: Złoto inwestycyjne należy do najbardziej płynnych aktywów materialnych na świecie. I stoją za tym dwa bardzo konkretne powody. Po pierwsze, mówimy o aktywie rozpoznawalnym globalnie, którego cena opiera się na międzynarodowych notowaniach. Co to oznacza w praktyce? Gdy potrzebujemy sprzedać złoto, wystarczy po prostu iść do renomowanego dealera, który prowadzi profesjonalny skup. Jeżeli produkt pochodzi od certyfikowanej rafinerii i nie budzi zastrzeżeń co do autentyczności oraz parametrów, cała procedura przebiega zwykle bardzo sprawnie. Klient otrzymuje wycenę opartą na aktualnych notowaniach złota, z uwzględnieniem obowiązującego u danego dealera spreadu. Po weryfikacji autentyczności transakcja może zostać sfinalizowana tego samego dnia, a środki przekazane klientowi w uzgodnionej formie.
I tutaj jedna szalenie ważna uwaga praktyczna: jeśli sztabka została sprzedana w zaplombowanym opakowaniu lub karcie certyfikacyjnej, najlepiej ich nie otwierać i dbać o ich stan. Opakowanie nie tylko chroni złoto przed zarysowaniami, ale także ułatwia potwierdzenie jego pochodzenia i może usprawnić późniejszą weryfikację przy odsprzedaży. Złoto oczywiście nie straci nagle swojej wartości jako kruszec, jeśli opakowanie będzie naruszone, ale dealer będzie musiał przeprowadzić dłuższą weryfikację i może zaoferować nieco niższą cenę odkupu.
Drugi powód tej wyjątkowej płynności to duża elastyczność w zarządzaniu inwestycją. Dzięki temu, że na rynku mamy szeroki wachlarz gramatur, w momencie potrzeby nie trzeba wyzbywać się całego posiadanego majątku. Jeśli przedsiębiorca zbuduje portfel składający się z kilku mniejszych sztabek czy monet, w razie potrzeby może upłynnić tylko jedną czy dwie z nich. Pozostała część portfela nadal pełni funkcję zabezpieczenia. Tego komfortu nie dają na przykład nieruchomości. W przypadku mieszkania inwestycyjnego nie można sprzedać jednego pokoju tylko po to, aby szybko uwolnić część kapitału i opłacić bieżące zobowiązania.
W kontekście płynności złota trzeba jednak jasno zaznaczyć – mimo że kruszec można sprzedać niezwykle szybko, nigdy nie powinno się go kupować z myślą o krótkoterminowej spekulacji. Podstawową funkcją złota jest bowiem długoterminowa ochrona wartości pieniądza w czasie. Ta wysoka płynność to dodatkowy wentyl bezpieczeństwa na czarną godzinę. Złoto może być rezerwą – mądrze uzupełniać płynność finansową, a nie ją zastępować.
DJ: Złoto tradycyjnie gra pierwsze skrzypce w inwestycjach, jednak srebro charakteryzuje się zupełnie inną specyfiką, silnie powiązaną z popytem przemysłowym. Transformacja energetyczna, rozwój elektromobilności i produkcja fotowoltaiki nieustannie generują spore zapotrzebowanie na ten surowiec. Dla przedsiębiorców z branż technologicznych dynamika cen srebra może być rynkiem znacznie bardziej zrozumiałym i przewidywalnym. Czy srebro to z punktu widzenia właściciela biznesu lepszy „zakład” na rozwój nowoczesnej gospodarki, czy jedynie tańszy dodatek dywersyfikacyjny?
PM: To jest świetne pytanie, bo rzeczywiście złoto i srebro, choć leżą na tej samej półce z napisem „metale szlachetne”, w portfelu pełnią zupełnie inne funkcje. Złoto od wieków jest synonimem bezpiecznej przystani. Jego zadaniem jest stać na straży wartości pieniądza. Jego kurs reaguje przede wszystkim na to, co robią banki centralne, na poziom niepokoju na świecie oraz zawirowania makroekonomiczne. Ze srebrem jest inaczej – ono ma silny, bezpośredni związek z realną, namacalną gospodarką. Oczywiście, to też jest metal inwestycyjny, ale przede wszystkim ważny surowiec dla nowoczesnego przemysłu. Elektronika, medycyna, a zwłaszcza sektor odnawialnych źródeł energii – w tych branżach srebro odgrywa istotną rolę. Właśnie dlatego wielu inwestorów patrzy na nie jak na aktywo, które może korzystać na globalnej transformacji technologicznej. Silny związek z przemysłem nie oznacza jednak, że srebro jest łatwiejsze do przewidzenia. Jego ceny bywają bardziej zmienne niż ceny złota. Metal reaguje nie tylko na strach czy optymizm inwestorów, ale po prostu na kondycję fabryk i globalną koniunkturę gospodarczą. Dla jednego przedsiębiorcy ta zmienność to będzie świetna okazja do zakupu, dla innego – podwyższone ryzyko. Wszystko rozbija się o to, jaki cel chce osiągnąć inwestor.
Z perspektywy biznesowej nigdy nie stawiałbym pytania: złoto czy srebro? Tu nie chodzi o obstawianie, który koń przybiegnie pierwszy i który metal okaże się hitem akurat w tym roku. Prawdziwa mądrość w biznesie to świadome budowanie zdywersyfikowanego portfela, dopasowanego do charakteru działalności. Dlatego znacznie trafniejsze jest moim zdaniem podejście: złoto i srebro. Te dwa metale dobrze się uzupełniają. Złoto daje portfelowi solidny, stabilny fundament, z kolei srebro wnosi element dynamiki i potencjału wzrostu, zwłaszcza jeśli wierzymy w rozwój nowoczesnych technologii.
Fizyczne złoto działa na zupełnie innych zasadach. Kupując sztabkę czy monetę, kupuje się namacalną wartość. To aktywo nie jest niczyim długiem ani zobowiązaniem – ani banku, ani funduszu, ani żadnej platformy technologicznej.
DJ: Nowoczesne systemy finansowe oferują inwestorom szereg instrumentów opartych na złocie – od jednostek w funduszach ETF, przez certyfikaty, aż po tokeny oparte na technologii blockchain. Dla dynamicznego przedsiębiorcy cyfrowy zapis wydaje się wygodniejszy i tańszy w obsłudze niż fizyczna logistyka rynków kruszcowych. Krytycy wskazują jednak, że „cyfrowe złoto” to wciąż tylko roszczenie wobec instytucji finansowej. Gdzie przebiega dziś granica między optymalizacją procesu a bezpieczeństwem?
PM: Żyjemy w świecie, w którym niemal wszystko stało się cyfrowe. Płacimy telefonem, podpisujemy kontrakty elektronicznie, inwestujemy przez aplikacje, a oszczędności firmowe to coraz częściej po prostu cyfrowy zapis na ekranie. Umówmy się – to jest gigantyczna wygoda i dziś żaden nowoczesny biznes nie mógłby bez tego sprawnie funkcjonować.
Jednocześnie im bardziej nasz świat jest zdigitalizowany, tym większą wartość zyskują aktywa, które są namacalne. I nie mówię tu tylko o złocie – to widać też na rynku nieruchomości, dzieł sztuki czy przedmiotów kolekcjonerskich. Ludzie biznesu coraz częściej szukają po prostu czegoś, co jest realne, niezależne i nie przestanie istnieć w wyniku awarii systemu, braku dostępu do internetu lub problemów operatora platformy.
Oczywiście instrumenty finansowe oparte na cenie kruszcu – czy to fundusze ETF, certyfikaty, czy rozwiązania oparte na technologii blockchain – mają swoje bardzo ważne miejsce na rynku. Są płynne, wygodne i pozwalają na błyskawiczną reakcję. Ale trzeba mieć pełną świadomość jednej rzeczy: w większości tych przypadków nie jest się właścicielem konkretnej sztabki, a jedynie instrumentu finansowego, którego wartość opiera się na zobowiązaniu jakiejś instytucji.
Fizyczne złoto działa na zupełnie innych zasadach. Kupując sztabkę czy monetę, kupuje się namacalną wartość. To aktywo nie jest niczyim długiem ani zobowiązaniem – ani banku, ani funduszu, ani żadnej platformy technologicznej. Jego istnienie nie zależy od awarii serwerów, braku dostępu do internetu czy kondycji emitenta. I ta całkowita niezależność od systemu finansowego to dla wielu przedsiębiorców jedna z najważniejszych zalet.
To nie oznacza oczywiście, że świat cyfrowy i fizyczny mają ze sobą walczyć. Wręcz przeciwnie, one mogą i powinny się świetnie uzupełniać. Jestem przekonany, że w najbliższych latach kluczem do sukcesu będzie właśnie zachowanie zdrowej równowagi między tym, co w chmurze, a tym, co w sejfie. Nowoczesne narzędzia cyfrowe dają nam dynamikę i płynność w codziennych operacjach, z kolei fizyczne złoto wnosi do całego portfela twardy element stabilizacji i pełnej kontroli.
Złoto nie jest żadnym wrogiem nowoczesnych technologii. Ono jest ich naturalnym, zdroworozsądkowym uzupełnieniem. Bo nawet w erze sztucznej inteligencji, automatyzacji i cyfrowych finansów istnieją wartości, które najlepiej chroni to, co na koniec dnia można po prostu wziąć do ręki.
DJ: Dziękuję za rozmowę.

Zobacz również



