INWESTYCJE
Geopolityka, niepewność i odpowiedzialność za kapitał
Od kilkunastu miesięcy rozmowy z przedsiębiorcami mają zupełnie inny ciężar niż jeszcze kilka lat temu. Coraz rzadziej zaczynają się od pytania o stopę zwrotu. Coraz częściej od pytania o bezpieczeństwo. O to, co stanie się z wieloletnim dorobkiem rodziny, jeśli wydarzy się scenariusz, którego nikt nie chce zakładać, ale którego nie można ignorować.
Data publikacji: 17.05.2026
Data aktualizacji: 17.05.2026
Podziel się:

Ryzyko geopolityczne na świecie stało się realnym czynnikiem decyzyjnym. Trudno przesądzić, czy dojdzie do eskalacji konfliktów, czy napięcia rozładują się dyplomatycznie. Nawet jeśli nie wybuchnie wojna, turbulencje polityczne i gospodarcze mogą przełożyć się na gwałtowne korekty na rynkach finansowych. Reset wydaje się nieodzowny.
W tym samym czasie dzieje się jednak coś jeszcze. Jeśli spojrzymy na ostatnie wydania listy 100 najbogatszych Polaków, widać wyraźny trend: wartość aktywów najzamożniejszych Polaków rośnie coraz szybciej. Wraz z tą skalą pojawia się nowy poziom odpowiedzialności. Majątek liczony w dziesiątkach milionów złotych nie jest już „nadwyżką”, którą można przechować na depozycie. Zabezpieczenie majątku osobistego to strategia, która musi być zaprojektowana świadomie i skutecznie.
Tę zmianę widzę bardzo wyraźnie w moim gabinecie. Trafiają do mnie właściciele dużych polskich firm – osoby w wieku 45–55 lat, które zbudowały imponujące biznesy w Polsce. Na rachunkach zgromadziły imponujące oszczędności, posiadają rozbudowane portfele nieruchomości w kraju. I coraz częściej mówią wprost: koncentracja całego majątku w jednym systemie prawnym i jednej walucie przestała być komfortowa. To nie jest kwestia braku zaufania do Polski. To kwestia odpowiedzialności.
Dywersyfikacja geograficzna jako fundament
Z perspektywy 25 lat pracy z kapitałem osób zamożnych widzę wyraźnie: największym ryzykiem jest dziś nie tyle zmienność rynków, co nieprzygotowanie na tę okoliczność oraz nieświadoma koncentracja ryzyka na jednym rynku.
Wielu przedsiębiorców, z którymi pracuję, posiada podobny układ aktywów: biznes operacyjny w Polsce, portfel nieruchomości w kraju, znaczące środki w złotówce, inwestycje finansowe oparte głównie o lokalny system bankowy. Dopóki otoczenie makroekonomiczne jest stabilne, taka koncentracja nie boli. Jest wygodna, przewidywalna i osadzona w znanym systemie. Problem pojawia się dopiero wtedy, gdy zaczynamy analizować scenariusze kryzysowe – geopolityczne, walutowe, regulacyjne czy systemowe. Wtedy okazuje się, że wszystkie kluczowe elementy majątku podlegają tym samym ryzykom. Wtedy widać najsłabszy punkt tej konstrukcji – koncentrację walutową.
Polski złoty bywa silny. Depozyty oferujące 4–5% w PLN wydają się atrakcyjne i dają poczucie, że pieniądze pracują. W praktyce jednak odsetki często nie nadążają za inflacją, a ryzyko walutowe pozostaje niedoszacowane. W tym samym czasie frank szwajcarski w ciągu ostatnich 52 tygodni umocnił się wobec złotówki o 4,6% (a w stosunku do dolara 14,6%!). Pozostając w złotówce, nie korzystamy też z potencjału rynków finansowych. Konserwatywnie zarządzany portfel w EURO, USD, czy CHF z odpowiednim zabezpieczeniem walutowym zapewnia większe bezpieczeństwo oraz większe zwroty – w 2025 roku dwucyfrowe!.
Skoro więc problemem jest koncentracja w jednej jurysdykcji i jednej walucie, naturalnym krokiem staje się wyjście poza ten jeden system. Od lat podkreślam: rachunek bankowy poza granicami kraju nie jest luksusem ani ekstrawagancją. Jest elementem podstawowej architektury bezpieczeństwa, o ile dokładnie przemyślimy to, w jakich aktywach i w jakiej walucie kapitał jest lokowany.
Wielu przedsiębiorców, z którymi pracuję, posiada podobny układ aktywów: biznes operacyjny w Polsce, portfel nieruchomości w kraju, znaczące środki w złotówce, inwestycje finansowe oparte głównie o lokalny system bankowy. Dopóki otoczenie makroekonomiczne jest stabilne, taka koncentracja nie boli. Jest wygodna, przewidywalna i osadzona w znanym systemie.
Szwajcaria – stabilność, która ma swoje liczby
W ostatnich miesiącach coraz częściej analizuję z klientami możliwość częściowego przeniesienia kapitału do stabilnej jurysdykcji. W praktyce oznacza to jedno: ulokowanie części majątku tam, gdzie system bankowy jest stabilny, a waluta silna. Jednym z naturalnych kierunków takich rozmów pozostaje Szwajcaria.
Nie chodzi tu wyłącznie o ekspozycję na franka czy zakup drugiego domu. Chodzi o coś znacznie bardziej strategicznego: budowę alternatywy systemowej. Miejsca, w którym część majątku funkcjonuje niezależnie od polskiego otoczenia regulacyjnego, fiskalnego i walutowego.Miejsca, które działa w innym rytmie – bardziej przewidywalnym, mniej reaktywnym.
Wielu Polaków zna już system bankowy w Szwajcarii. Dodajmy do tego stabilny rynek nieruchomości w tym kraju. Podaż nowych mieszkań w Szwajcarii systematycznie spada, podczas gdy populacja rośnie. Ograniczona dostępność gruntów sprawia, że presja popytowa ma charakter strukturalny. Średni wzrost cen w wielu kantonach wynosi 3–5% rocznie. Po uwzględnieniu umocnienia franka wobec złotówki oznacza to nie tylko dywersyfikację geograficzną i walutową, lecz także realne korzyści.
Dla zobrazowania: analizowałam niedawno inwestycję w Montreux, gdzie nierezydent może kupić i wynająć mieszkanie. Przy wartości 1 mln CHF wkład własny wynosił około 350 tys. CHF, a pozostała część finansowana była kredytem hipotecznym. Dochód z najmu rzędu 4% przy koszcie kapitału około 1% tworzy zupełnie inną strukturę zwrotu niż zakup za gotówkę – i pokazuje, jak można połączyć bezpieczeństwo jurysdykcyjne z efektywnością kapitału. Oczywiście każda struktura wymaga indywidualnej analizy podatkowej i regulacyjnej.
Ale Szwajcaria to nie tylko liczby. To także jakość życia. To kraj, w którym instytucje działają sprawnie, prawo jest przewidywalne, a procesy – przejrzyste. Oczywiście nie oznacza to, że w Szwajcarii wszystko jest idealne. Wśród ofert na tym rynku tak jak wszędzie mamy bardzo zróżnicowane usługi i doradców. Warto znaleźć tych właściwych. Sam rynek dysponuje dużym potencjałem i z tego warto korzystać.
Fizyczne aktywa i systemowa niezależność
W ostatnich miesiącach wiele osób pyta, jak zabezpieczyć swoje inwestycje w złocie. Cena sięgająca pod koniec stycznia powyżej 5,5 tys. USD za uncję dla wielu inwestorów była potwierdzeniem słuszności wcześniejszych decyzji. Ale w mojej praktyce cena jest zawsze wtórna. Ona jedynie odzwierciedla poziom niepokoju systemowego.
Złoto od dekad pełni funkcję bezpiecznej przystani w czasach niepewności. Nie generuje bieżącego dochodu, ale chroni siłę nabywczą kapitału i stanowi element dywersyfikacji portfela, niezależny od systemu bankowego czy kondycji rynków finansowych. Właśnie ta niezależność oraz materialny charakter aktywa sprawiają, że w okresach podwyższonego ryzyka inwestorzy wracają do niego jako do fundamentu zabezpieczenia majątku.
Złoto jest aktywem bez ryzyka kontrahenta. Nie jest czyimś zobowiązaniem, nie zależy od wypłacalności instytucji ani od decyzji zarządu banku centralnego. W świecie rosnącego zadłużenia państw i ekspansywnej polityki monetarnej ta cecha nabiera fundamentalnego znaczenia.
Coraz częściej podkreślam, że złoto nie ma zastępować portfela inwestycyjnego.Ma stabilizować jego fundament. To element, który działa wtedy, gdy inne klasy aktywów wchodzą w fazę korekty lub utraty zaufania. Dlatego jego rola nie polega na maksymalizacji stopy zwrotu, lecz na minimalizacji ryzyka systemowego.
Jednak sama decyzja o zakupie złota to dopiero początek. Coraz częściej rozmawiamy o miejscu przechowywania. O jurysdykcji. O dostępie w sytuacjach nadzwyczajnych. W Zurychu, odwiedzając prywatne skarbce z klientami, stałam w kolejce. Skala zainteresowania pokazuje zmianę myślenia.
Złoto od dekad pełni funkcję bezpiecznej przystani w czasach niepewności. Nie generuje bieżącego dochodu, ale chroni siłę nabywczą kapitału i stanowi element dywersyfikacji portfela, niezależny od systemu bankowego czy kondycji rynków finansowych. Właśnie ta niezależność oraz materialny charakter aktywa sprawiają, że w okresach podwyższonego ryzyka inwestorzy wracają do niego jako do fundamentu zabezpieczenia majątku.
Inżynieria odporności
Niepewność geopolityczna jest dziś impulsem do porządkowania struktury majątku. Osoby zamożne chcą, aby ich majątek funkcjonował jako przemyślana, wielowarstwowa struktura.
To podejście zakłada dywersyfikację nie tylko klas aktywów, lecz także jurysdykcji, walut i źródeł przepływu kapitału. W praktyce oznacza to rachunki i portfele inwestycyjne funkcjonujące poza jedną jurysdykcją, aktywa denominowane w różnych walutach, część majątku ulokowaną w dobrach fizycznych oraz projekty generujące realny przepływ pieniężny w stabilnych krajach.
Bezpieczeństwo finansowe to coś więcej niż cyfry na koncie. To możliwość podejmowania decyzji z pozycji stabilności, a nie pod presją wydarzeń. To zdolność działania bez lęku o jutro. W 2026 roku spokój stał się jedną z najcenniejszych walut. Nie chodzi o przewidzenie każdego scenariusza. Chodzi o przygotowanie się na więcej niż jeden.



