AKTUALNOŚCI
Niemiecki silnik krztusi się kosztami. Czy wydłużenie czasu pracy uratuje motoryzację?
Koniec z taryfą ulgową za zachodnią granicą. Duma niemieckiej gospodarki, czyli branża motoryzacyjna, znalazła się na wirażu. Od miesięcy tamtejsze koncerny szukają sposobu na wyjście z finansowego impasu. Zamiast innowacyjnych strategii rynkowych, na stole pojawiła się koncepcja polegająca na wydłużeniu tygodnia pracy o pięć godzin. Co istotne – bez dodatkowego wynagrodzenia.
Data publikacji: 22.09.2026
Data aktualizacji: 22.09.2026
Podziel się:

Zgodnie z informacjami przekazanymi przez Deutsche Welle, pracownicy mieliby przejść z 35-godzinnego na 40-godzinny tydzień pracy. W pakiecie z dłuższym pobytem w fabryce mają otrzymać nowe obowiązki. Z perspektywy zarządów to szansa na oszczędności, ponieważ zmiany te miałyby nastąpić bez zatrudniania nowych osób. Pytanie brzmi, czy załoga zaakceptuje te warunki w imię ratowania swoich miejsc pracy, gdy przed branżą majaczy widmo masowych zwolnień?
Z perspektywy zarządów to szansa na oszczędności, ponieważ zmiany te miałyby nastąpić bez zatrudniania nowych osób. Pytanie brzmi, czy załoga zaakceptuje te warunki w imię ratowania swoich miejsc pracy, gdy przed branżą majaczy widmo masowych zwolnień?
Cenowa przepaść między kontynentami
Fundamenty tego pomysłu stają się jasne, gdy spojrzymy na liczby. Niemiecki sektor motoryzacyjny przestał być konkurencyjny pod względem kosztów pracy, co potwierdza raport Olivera Wymana. Wyprodukowanie jednego samochodu nad Renem pochłania średnio 3307 dolarów w samych kosztach pracowniczych. W tym samym czasie chińskie fabryki osiągają ten cel za 587 dolarów, a japońskie za 769 dolarów. Różnica w wydatkach jest widoczna gołym okiem.
Ferdinand Dudenhöffer z Center for Automotive Research (CAR) wylicza, że wydłużenie czasu pracy pozwoliłoby obniżyć wspomniane koszty o 13 procent. Z biznesowego punktu widzenia to logiczny ruch obronny. Rachunki zarządów rozmijają się jednak z postulatami związków zawodowych. Reprezentanci pracowników argumentują, że zwiększanie liczby roboczogodzin nie rozwiąże sedna problemu. Samochodów w Europie sprzedaje się za mało, a dłuższa produkcja nie wygeneruje nowego popytu.
Rachunki zarządów rozmijają się jednak z postulatami związków zawodowych. Reprezentanci pracowników argumentują, że zwiększanie liczby roboczogodzin nie rozwiąże sedna problemu. Samochodów w Europie sprzedaje się za mało, a dłuższa produkcja nie wygeneruje nowego popytu.
Zwolnienia stają się faktem
Jeśli koncepcja darmowych nadgodzin nie wejdzie w życie, alternatywa wydaje się przesądzona. Fala zwolnień w niemieckiej motoryzacji właściwie już ruszyła. Skala planowanych redukcji w Volkswagenie obejmuje docelowo nawet 100 tysięcy etatów. Zgodnie z harmonogramem do końca 2026 roku pracę ma stracić 19 tysięcy osób, a w perspektywie 2030 roku z firmą pożegna się ponad 28 tysięcy pracowników. Na liście zakładów przeznaczonych do zamknięcia wymienia się fabryki w Emden, Zwickau, Hanowerze oraz należący do Audi zakład w Neckarsulm.
Kryzys nie omija innych producentów. BMW szykuje się do cięć obejmujących 8 tysięcy stanowisk, a skutki spowolnienia odczuwają również podwykonawcy, tacy jak Bosch czy ZF Friedrichshafen. Sytuacja na rynku niemieckim szybko przełoży się na gospodarki państw ościennych. Powiązane siecią łańcuchów dostaw polskie zakłady z pewnością odnotują efekty tych zmian, co oznacza, że wydłużony tydzień pracy u naszych zachodnich sąsiadów to zaledwie wstęp do szerszej restrukturyzacji całego europejskiego rynku.
Źródło: FXMAG, opracowanie własne
Zobacz również



