AKTUALNOŚCI
Pensje znowu uciekają prognozom. Dlaczego lipcowe paski wynagrodzeń zaskoczyły rynek?
Kiedy analitycy rynkowi rozpisują w arkuszach prognozy dynamiki płac, zazwyczaj margines błędu bywa minimalny. Tymczasem najnowsze dane Głównego Urzędu Statystycznego wywołały w działach HR i gabinetach zarządów niemałe poruszenie. Okazuje się, że wynagrodzenia w sektorze przedsiębiorstw znów przyspieszyły – i to w tempie, którego rynkowy konsensus absolutnie nie zakładał. Zastanówmy się zatem: czy jesteśmy świadkami powrotu niekontrolowanej presji płacowej, czy to jedynie jednorazowy, wakacyjny wybryk statystyki?
Data publikacji: 21.08.2026
Data aktualizacji: 21.08.2026
Podziel się:

Ponad 9,5 tysiąca na brutto i silny wzrost realny
Zajrzyjmy do twardych danych. Przeciętne wynagrodzenie w firmach zatrudniających powyżej 9 osób sięgnęło w lipcu 2026 roku poziomu 9509,02 zł brutto. Oznacza to nominalny skok o 6,8 proc. w ujęciu rocznym. Wystarczy spojrzeć na przedpremierowe rynkowe oczekiwania, które celowały w okolice 6,2 proc., by zrozumieć powód analitycznych uniesionych brwi.
Z perspektywy portfela pracownika kluczowe jest jednak to, co dzieje się po odliczeniu inflacji. W ujęciu realnym płace wzrosły o 3,7 proc. rok do roku – to najsilniejszy zastrzyk dodatkowej siły nabywczej od lutego. Dla przedsiębiorcy kalkulacja jest jednak znacznie chłodniejsza. Skoro średnia płaca rośnie miesiąc do miesiąca o 1,1 proc., w głowach prezesów od razu zapala się lampka ostrzegawcza: czy koszty pracy znowu zaczną dławić marże, szczególnie w branżach o niskiej rentowności?
Z perspektywy portfela pracownika kluczowe jest jednak to, co dzieje się po odliczeniu inflacji. W ujęciu realnym płace wzrosły o 3,7 proc. rok do roku – to najsilniejszy zastrzyk dodatkowej siły nabywczej od lutego.
Dzień Leśnika i jednorazowe strzały psują odczyt
Zanim jednak zaczniemy rewidować roczne budżety płacowe, warto wczytać się w przypisy Głównego Urzędu Statystycznego. Instytucja wprost studzi emocje, tłumacząc, że za lipcowym wyskokiem wcale nie stoi systemowa fala podwyżek w prywatnym biznesie, lecz… branżowe kalendarze.
GUS wyjaśnia, że nagły wzrost przeciętnego wynagrodzenia z miesiąca na miesiąc to efekt skumulowania się dodatkowych przelewów na konta pracowników. Mowa tu o premiach kwartalnych, rocznych i uznaniowych, a także jednorazowych strzałach w postaci nagród jubileuszowych i odpraw emerytalnych. Statystykę mocno zaburzyły konkretne, uprzywilejowane sektory – urząd wprost wskazuje na wypłaty z okazji Dnia Leśnika, a analitycy dopatrują się też wpływu premii w górnictwie i energetyce. To doskonała lekcja dla każdego dyrektora finansowego: czasem za „ogólnokrajowym wzrostem płac” kryje się po prostu obfity miesiąc w kilku państwowych spółkach i instytucjach.
GUS wyjaśnia, że nagły wzrost przeciętnego wynagrodzenia z miesiąca na miesiąc to efekt skumulowania się dodatkowych przelewów na konta pracowników. Mowa tu o premiach kwartalnych, rocznych i uznaniowych, a także jednorazowych strzałach w postaci nagród jubileuszowych i odpraw emerytalnych.
Rynek pracy szuka dna. Mamy punkt zwrotny?
Aby uzyskać pełny obraz kondycji firm, dane o wynagrodzeniach trzeba zestawić z poziomem zatrudnienia. I tu widzimy obraz gospodarki, która wciąż trzyma nogę na hamulcu. W lipcu 2026 roku w sektorze przedsiębiorstw pracowało 6,4 mln osób, co oznacza spadek etatów o 0,8 proc. rok do roku. To wynik zgodny z oczekiwaniami, wpisujący się w długotrwały trend schładzania procesów rekrutacyjnych.
Jest jednak w tych danych jeden niezwykle intrygujący szczegół. W ujęciu miesiąc do miesiąca zatrudnienie wzrosło o skromne 0,1 proc., co przekłada się na dodanie do gospodarki około 4 tysięcy nowych etatów. Może to brzmieć jak błąd pomiarowy, ale z perspektywy rynkowej to wydarzenie bez precedensu w ostatnich miesiącach – to pierwszy miesięczny wzrost zatrudnienia w polskim sektorze przedsiębiorstw od listopada 2025 roku.
Źródło: PAP, opracowanie własne
Zobacz również



