INWESTYCJE
Prognozy na 2026–2030: rynek nieruchomości robi dokładnie to, czego spodziewali się eksperci
Nadchodzi rok 2026 i rynek nieruchomości zachowuje się dokładnie tak, jak wszyscy zapowiadali. Hasło ostatnich miesięcy to materializujące się obniżki stóp procentowych. Jeszcze 2–3 lata temu trudno było uwierzyć w to, co dziś staje się realnym elementem codzienności inwestorów. Koszt pieniądza maleje, dostępność kredytu rośnie, a finansowanie zakupu mieszkania staje się ponownie wykonalne – i to bez konieczności nadmiernych dopłat z własnej kieszeni.
Data publikacji: 26.01.2026
Data aktualizacji: 26.01.2026
Podziel się:

Przez wiele miesięcy dominowało przekonanie, że zakup inwestycyjny na kredyt „się nie spina”. Wysokie raty, restrykcyjna polityka banków czy niepewność makroekonomiczna sprawiały, że wielu inwestorów odkładało decyzje w czasie. Dziś widzimy, że rynek wchodzi w nową fazę. Rada Polityki Pieniężnej konsekwentnie obniża stopy procentowe, a komunikacja banku centralnego wskazuje, że istnieje przestrzeń do dalszego luzowania polityki monetarnej. Nie jest to już teoretyczny scenariusz z prezentacji analityków, a konkret, który widać w wysokości rat i ofertach banków.
Dla rynku mieszkaniowego niesie to kilka bardzo namacalnych konsekwencji. Po pierwsze spada koszt obsługi zadłużenia, po drugie rośnie zdolność kredytowa, a po trzecie inwestorom łatwiej „spiąć” cash flow z najmu z ratą kredytu. W praktyce to oznacza, że w końcu da się myśleć o zakupach nie tylko z dnia na dzień, gasząc pożary, ale też z wyprzedzeniem. Coraz częściej słyszy się, że nadchodzące miesiące to moment wyjścia z fazy „czekamy i patrzymy, co się wydarzy” oraz wejścia w etap ponownego, świadomego inwestowania.
Fundamenty popytu pozostają wyjątkowo stabilne
Polski rynek nieruchomości wchodzi w 2026 rok z naprawdę mocnym punktem wyjścia. Deficyt mieszkaniowy wciąż jest ogromny – około 1,5 mln lokali – a w największych miastach skala potrzeb potrafi sięgać nawet 16% całego obecnego zasobu. W takiej sytuacji trudno oczekiwać, że luka zostanie wypełniona w kilka kwartałów – zwłaszcza że tempo budowy wyhamowało: rosną koszty, a deweloperzy działają ostrożniej.
Dodatkowo mamy całą grupę czynników, które nie znikną tylko dlatego, że zmienia się koniunktura. Ludzie dalej przenoszą się do dużych miast, przyjeżdżają do nas pracownicy i studenci z zagranicy, a nowoczesnych akademików wciąż praktycznie nie ma. Efektem jest niezmiennie wysokie zapotrzebowanie na mieszkania – zwłaszcza mniejsze i dobrze skomunikowane. Dodatkowo pojawia się jeszcze jeden trend, o którym długo mówiło się półgłosem, ale teraz wybrzmiewa coraz głośniej: starzejące się społeczeństwo. Segment senioralny zaczyna rosnąć i będzie rósł dalej – demografii nie da się oszukać.
Te czynniki sprawiają, że popyt na mieszkania w Polsce jest wyjątkowo stabilny. Nie wynika z chwilowej mody czy emocji rynkowych, lecz z demografii i twardych potrzeb mieszkaniowych, które nie zmienią się ani w ciągu roku, ani dwóch.
Kredyt znów realnym narzędziem inwestora
Spadające stopy procentowe przekładają się na realne decyzje inwestorów. Różnica 0,25 – 0,5 punktu procentowego przy kredycie na 500 tys. zł to kilkadziesiąt, a czasem ponad sto złotych miesięcznie mniej w racie. Na poziomie gospodarstwa domowego to niewielka zmiana, ale w modelu inwestycyjnym może oznaczać przejście od straty do zysku. Widać to wyraźnie w statystykach banków i instytucji takich jak Biuro Informacji Kredytowej. Wartość zapytań o kredyty mieszkaniowe w październiku 2025 wzrosła o 34,3% rok do roku – podał BIK w niedawno opublikowanym komunikacie.
To zjawisko ma kilka przyczyn. Po pierwsze: niższe raty i subiektywne poczucie, że „teraz mnie na to stać”. Po drugie: wiara w dalsze spadki stóp, przez co inwestorzy próbują zająć dobrą pozycję „na starcie trendu”. Po trzecie: rosnące czynsze – najemcy płacą więcej, więc dochody z najmu rosną szybciej niż koszty finansowania. I wreszcie: ograniczona podaż – w wielu miastach nadal brakuje mieszkań, więc ryzyko pustostanów jest relatywnie małe.
Spadające stopy procentowe realnie zmieniają decyzje inwestorów. To, co dla gospodarstwa domowego oznacza kilkadziesiąt złotych mniej w racie, w modelu inwestycyjnym może zdecydować o przejściu od straty do zysku.
Ulga mieszkaniowa: motor przyspieszenia decyzji zakupowych
Kolejnym elementem, który wpływa na obecne tempo rynku, jest możliwa zmiana w uldze mieszkaniowej. Dotychczas była ona narzędziem umożliwiającym uniknięcie podatku przy sprzedaży nieruchomości przed upływem pięciu lat – pod warunkiem reinwestycji środków we własne cele mieszkaniowe. Wspierała mobilność: powiększanie metrażu, przeprowadzki służbowe, rotację mieszkań w portfelu inwestora. Jeżeli zmiana zostanie wprowadzona, od 2026 roku skorzystają z ulgi tylko osoby, które w momencie sprzedaży i zakupu nie posiadają żadnej innej nieruchomości.
To będzie oznaczało istotne ograniczenia zarówno dla inwestorów, jak i dla zwykłych rodzin, które planują zmianę mieszkania. Widmo „uszczuplenia” ulgi stało się realnym impulsem mobilizującym do działania – część kupujących traktuje ten moment jako ostatni, aby wykorzystać obecne zasady. Już teraz widać przyspieszone decyzje zakupowe, większą aktywność deweloperów i pośredników oraz wyraźny wzrost liczby transakcji finalizowanych pod presją czasu.
Co będzie w 2026 roku? Trzy scenariusze dla rynku mieszkań
W takim otoczeniu – z jednej strony spadające stopy, z drugiej prawdopodobna zmiana w uldze mieszkaniowej – naturalnie pojawia się pytanie: co nas czeka w 2026 roku i później?
W wariancie optymistycznym rynek przyspiesza. Stopy procentowe kontynuują spadki i stabilizują się w przedziale 2–3%. Gospodarka rośnie w zdrowym tempie około 3–4% rocznie. Na rynku pracy nie widać gwałtownego wzrostu bezrobocia. Utrzymuje się wysoka migracja do dużych miast oraz napływ pracowników i studentów z zagranicy. W takim otoczeniu ceny mieszkań mogą rosnąć nawet o 5–10% rocznie. Rata kredytu jest stosunkowo niska, czynsze rosną, a wartość nieruchomości z czasem idzie w górę. Dla inwestora jest to idealne połączenie: rosnące dochody z najmu plus wzrost wartości kapitału.
Drugi, najbardziej prawdopodobny scenariusz, zakłada „normalizację” po kilku latach gwałtownych wahań. Stopy procentowe spadają, ale stabilizują się wyżej – np. przy 3,5–4%. Gospodarka rośnie umiarkowanie, a rynek pracy pozostaje relatywnie silny. W efekcie ceny mieszkań rosną spokojniej – 3–5% rocznie. Dla inwestora oznacza to konieczność realistycznych założeń co do stopy zwrotu, większą wagę analizy lokalizacji, standardu, grupy docelowej najemców, mniejszą przestrzeń na „szybki strzał”, ale stabilne perspektywy dochodu z najmu.
Trzeci wariant zakłada bardziej wymagające warunki: stopy procentowe wracają na poziom powyżej 5%, gospodarka spowalnia, a część gospodarstw ogranicza wydatki. Na rynek trafia większa liczba nowych mieszkań, co przy słabszym popycie kredytowym tworzy presję na ceny. W takim otoczeniu wartości nieruchomości mogą się zatrzymać, a miejscami spaść o 1–3% rocznie. Dla inwestorów oznacza to dłuższy czas sprzedaży i konieczność chłodniejszej kalkulacji.
W 2026 roku rynek nieruchomości może wejść w fazę normalizacji po latach wahań. Kluczem dla inwestorów będzie realistyczne podejście, chłodna kalkulacja i świadomy wybór lokalizacji.
Niezależnie od scenariusza: mieszkanie to inwestycja długoterminowa
Wszystkie powyższe scenariusze różnią się szczegółami – poziomem stóp, tempem wzrostu cen, siłą popytu. Jest jednak jedna, niezmienna rzecz: mieszkanie to inwestycja długoterminowa. Nie jest to produkt, który kupujemy „na sezon” ani kategoria, w której warto polować na jednorazowe, spektakularne promocje.
W praktyce największa część realnych zysków pochodzi z wielu lat regularnych wpływów z najmu. Wzrost wartości mieszkania jest tylko „bonusem”. Z analizy „Total Return on Everything” obejmującej dane z 17 krajów na przestrzeni 160 lat, jasno wynika, że wzrost wartości nieruchomości zazwyczaj jedynie wyrównuje skutki inflacji. Dlatego najgorszym wyborem jest wielomiesięczne wstrzymywanie się z decyzją w oczekiwaniu na „idealny moment”.
Niezależnie od tego, czy w nadchodzących latach zrealizuje się scenariusz optymistyczny, bazowy czy pesymistyczny – kluczowe pytanie brzmi nie tyle „kiedy będzie najlepsza chwila?”, lecz „co chcę osiągnąć?”. Rynek nieruchomości rozlicza inwestorów z cierpliwości i konsekwencji, a nie z tego, ile „okazji” udało im się złapać.
Źródło grafiki: Freepik Premium

Redakcja „SMART Business”
Magazyn branżowy
Wydawnictwo SMART Media
Misją „SMART Business” jest opowiedzenie Ci bardzo konkretnej historii… Historii o liderach i o tym, jak stać się jednym z nich. Historii o pieniądzach i o tym, jak je zarabiać oraz nimi zarządzać. Historii o stylu życia nastawionym na rozwój i generowanie wartości. Historii o budowaniu relacji zarówno z partnerami biznesowymi, jak i członkami własnego zespołu.



