AKTUALNOŚCI
Rządowa kroplówka na 4,8 mld zł. Przemysł dostanie tlen, giganci energetyczni – drastyczny podatek
W biznesie nie ma darmowych obiadów – tę fundamentalną prawdę właśnie na własnej skórze odczują potężni gracze rynku energetycznego i paliwowego. Ministerstwo Finansów kładzie na stole niemal 5 miliardów złotych, by ratować polski przemysł energochłonny przed zapaścią w starciu z globalną konkurencją. Skąd rząd weźmie na to środki? Wyjmie je bezpośrednio z kieszeni największych korporacji, serwując im skokowy wzrost podatku CIT do poziomu aż 30 procent. Właśnie opublikowano założenia projektu, który mocno przetasuje koszty w polskiej gospodarce.
Data publikacji: 24.08.2026
Data aktualizacji: 24.08.2026
Podziel się:

Zbroja dla strategicznych sektorów
Świat ucieka, a warunki globalnej rywalizacji zmieniają się z kwartału na kwartał. Minister finansów i gospodarki, Andrzej Domański, nie owija w bawełnę: polski przemysł ma mocne fundamenty, ale wymaga zdecydowanej interwencji i wsparcia w postaci dopłat do cen energii oraz inwestycji w transformację. Na celowniku resortu znalazły się konkretne branże: stal, chemia i cement. Z perspektywy rządu stały się one filarami narodowego bezpieczeństwa i suwerenności gospodarczej.
Aby utrzymać je nad powierzchnią, rząd odpala program pomocowy, którego łączny budżet opiewa na 4,8 miliarda złotych. Harmonogram finansowania zastał precyzyjnie rozpisany na lata. Mechanizm ruszy w 2027 roku z początkową pulą 800 milionów złotych. W dwóch kolejnych latach – 2028 i 2029 – państwowe wsparcie sięgnie apogeum na poziomie 1,6 miliarda złotych rocznie, by w 2030 roku zamknąć się w kwocie kolejnych 800 milionów.
Świat ucieka, a warunki globalnej rywalizacji zmieniają się z kwartału na kwartał. Minister finansów i gospodarki, Andrzej Domański, nie owija w bawełnę: polski przemysł ma mocne fundamenty, ale wymaga zdecydowanej interwencji i wsparcia w postaci dopłat do cen energii oraz inwestycji w transformację.
Rachunek trafia na biurka paliwowej arystokracji
Skoro budżet państwa jest już wystarczająco napięty, ministerstwo postanowiło sięgnąć po kapitał tam, gdzie obraca się największymi marżami. Cały instrument wsparcia zostanie sfinansowany nową stawką podatku dochodowego. Z dotychczasowych 19 procent, CIT dla wybranych graczy poszybuje w 2027 roku do rekordowych 30 procent.
Warto tu uspokoić przedsiębiorców z sektora MŚP – nowa danina nie uderzy w średni biznes. Na celowniku znalazły się firmy o przychodach przekraczających 50 milionów euro. Ustawa precyzyjnie nakreśla krąg płatników. Będą to giganci żyjący z wydobycia ropy naftowej i gazu ziemnego, handlu tymi surowcami z zagranicą, a także z wytwarzania i obrotu paliwami ciekłymi. Do specjalnej puli dorzucą się też największe podmioty zajmujące się przesyłaniem oraz dystrybucją energii elektrycznej (te, które obsługują powyżej 100 tysięcy odbiorców).
Zasadne jest tu dziennikarskie pytanie o architekturę polskiej gospodarki: czy drenowanie jednego kluczowego sektora po to, by sztucznie obniżać koszty w drugim, to optymalna droga do budowania długofalowej konkurencyjności? Rząd najwyraźniej uznał, że w obliczu kryzysu branż energochłonnych nie ma czasu na rynkowe subtelności.
Zasadne jest tu dziennikarskie pytanie o architekturę polskiej gospodarki: czy drenowanie jednego kluczowego sektora po to, by sztucznie obniżać koszty w drugim, to optymalna droga do budowania długofalowej konkurencyjności? Rząd najwyraźniej uznał, że w obliczu kryzysu branż energochłonnych nie ma czasu na rynkowe subtelności.
Podatkowy rollercoaster z biletem powrotnym
Zarządy spółek energetycznych czeka nerwowy okres, ale wprowadzany domiar na szczęście nie zagości w polskim systemie fiskalnym na zawsze. Rządowy projekt przewiduje ścieżkę stopniowego łagodzenia podatkowego uderzenia. Po szoku z 30-procentową stawką w 2027 roku, rok później podatek spadnie do 26 procent. W 2029 roku wyniesie już 23 procent, a docelowo w 2030 roku (począwszy od czwartego roku podatkowego od wejścia zmian w życie) największe korporacje wrócą do podstawowej stawki CIT.
Cała konstrukcja przepisów jasno pokazuje cel władzy: kupić przemysłowi ciężkiemu trzy lata na dostosowanie się do nowych realiów energetycznych za pieniądze gigantów paliwowych. Otwarte pozostaje jednak pytanie, jak zachowają się zarządy tych drugich firm. W biznesie nikt chętnie nie tnie własnych zysków. Istnieje więc realne ryzyko, że ten 5-miliardowy podatek koniec końców zapłacą nie prezesi koncernów, ale pozostali przedsiębiorcy i konsumenci – odbierając rachunki za prąd i tankując na stacjach paliw.
Źródło: Gazeta Prawna, opracowanie własne
Zobacz również



