AKTUALNOŚCI
Brama Łez pod kontrolą Huti. Rynki naftowe wstrzymują oddech
„Wszystko zostało utracone”. Słowa anonimowego urzędnika jemeńskich władz oddają powagę sytuacji na szlakach handlowych. Wspierani przez Iran rebelianci Huti przejęli kontrolę nad całym zachodnim wybrzeżem Jemenu. Dla rynków naftowych, a przede wszystkim dla Arabii Saudyjskiej, to scenariusz mocno komplikujący gospodarcze plany na nadchodzące miesiące.
Data publikacji: 14.09.2026
Data aktualizacji: 14.09.2026
Podziel się:

Geopolityczny szach-mat
Ofensywa rebeliantów ruszyła na początku września i szybko przyniosła terytorialne zdobycze. Z relacji świadków oraz doniesień agencyjnych wynika, że w ręce Huti wpadła wyspa Perim oraz portowe miasto Dhubab. Są to punkty na mapie stanowiące wrota do cieśniny Bab al-Mandab. Niedługo później zajęto port Mokka oraz wyspy archipelagu Hanisz.
W sumie rebelianci przejęli blisko 5,5 tysiąca kilometrów kwadratowych terytorium w prowincjach Al-Hudajda i Taiz. Choć oficjalne władze Jemenu oraz koalicyjny Rijad wciąż nie potwierdziły tych informacji, nagrania publikowane przez rzecznika Huti wskazują na wyraźną zmianę układu sił wzdłuż Morza Czerwonego.
W sumie rebelianci przejęli blisko 5,5 tysiąca kilometrów kwadratowych terytorium w prowincjach Al-Hudajda i Taiz. Choć oficjalne władze Jemenu oraz koalicyjny Rijad wciąż nie potwierdziły tych informacji, nagrania publikowane przez rzecznika Huti wskazują na wyraźną zmianę układu sił wzdłuż Morza Czerwonego.
Gospodarcza blokada na horyzoncie
Skąd to poruszenie w światowej gospodarce? Przez cieśninę Bab al-Mandab przepływa każdego dnia około 3 milionów baryłek ropy oraz 10 procent globalnego handlu skroplonym gazem ziemnym (LNG). Przejęcie kontroli nad tym odcinkiem uderza wprost w interesy eksportowe Arabii Saudyjskiej, dla której Morze Czerwone to dziś najważniejszy kanał dystrybucji surowców.
Obecna logistyka Rijadu jest zresztą wynikiem wymuszonej zmiany planów. Po lutowym wybuchu otwartego konfliktu na linii Izrael-USA-Iran, władze w Teheranie zablokowały cieśninę Ormuz. To tamtędy przepływała wcześniej większość saudyjskich baryłek. Saudyjczycy musieli szybko przestawić wektory handlowe, tłocząc surowiec przez wewnętrzny rurociąg ze wschodu na zachód kraju, prosto do czerwonomorskich portów. Teraz ta jedyna realna alternatywa również znalazła się w strefie podwyższonego ryzyka.
Skąd to poruszenie w światowej gospodarce? Przez cieśninę Bab al-Mandab przepływa każdego dnia około 3 milionów baryłek ropy oraz 10 procent globalnego handlu skroplonym gazem ziemnym (LNG). Przejęcie kontroli nad tym odcinkiem uderza wprost w interesy eksportowe Arabii Saudyjskiej, dla której Morze Czerwone to dziś najważniejszy kanał dystrybucji surowców.
Żegluga z jednym wyjątkiem
Pojawiają się pytania o bezpieczeństwo samej infrastruktury. Na zdjęciach satelitarnych opublikowanych między innymi przez NASA widać dym unoszący się w pobliżu saudyjskiej magistrali naftowej należącej do koncernu Aramco. Sugeruje to, że rurociąg mógł już stać się celem ataków, jednak władze Arabii Saudyjskiej wstrzymują się od oficjalnych komentarzy w tej sprawie.
Sami Huti prowadzą rynkową grę w otwarte karty. W wydanym oświadczeniu zapewniają, że tranzyt przez Bab al-Mandab odbywa się płynnie. Zastrzegają jednak jeden warunek: gwarancje te całkowicie wykluczają jednostki powiązane z Arabią Saudyjską. Taka wybiórcza blokada stawia przed sektorem energetycznym nowe wyzwania. Zasadne pozostaje pytanie, jak długo Rijad utrzyma stabilność swojego eksportu i w jaki sposób ewentualne cięcia w podaży odbiją się na portfelach konsumentów na całym świecie.
Źródło: Money.pl, opracowanie własne
Zobacz również



