GOSPODARKA I FINANSE, ROZWÓJ FIRMY
Dekada po Brexicie – gospodarczy kac w Londynie, przetasowania na globie i złota szansa dla polskiego biznesu
Mija dziesięć lat od momentu, w którym obywatele Zjednoczonego Królestwa podjęli decyzję o opuszczeniu Unii Europejskiej, na zawsze zmieniając geopolityczną i gospodarczą mapę Starego Kontynentu. W połowie 2026 roku możemy już z pełnym przekonaniem odłożyć na bok polityczne emocje i spojrzeć na twarde dane. Brytyjska gospodarka ani nie runęła w przepaść, jak wieszczyli to najwięksi pesymiści, ani nie odrodziła się jako uwolniony z unijnych okowów tygrys. Z najnowszego, przekrojowego raportu przygotowanego przez analityków Allianz Trade wyłania się obraz niezwykle zróżnicowany – pełen paradoksów, bolesnych strat, ale też zaskakujących przetasowań.
Data publikacji: 15.07.2026
Data aktualizacji: 15.07.2026
Podziel się:

Traci Londyn i traci Bruksela, jednak w tej rynkowej wyrwie pojawiają się nieoczekiwani wygrani. Co z tego wynika dla polskich firm i dlaczego to właśnie polscy eksporterzy – jako jedni z nielicznych w całej Europie – potrafili przekuć brytyjski kryzys w swój własny sukces?
Rachunek zysków i (głównie) strat
Zderzenie politycznych obietnic z brutalną rzeczywistością rynkową rzadko bywa bezbolesne. Eksperci Allianz Trade pokusili się o wyliczenia mierzalnych kosztów brexitu, tworząc scenariusz kontrfaktyczny – czyli obrazujący sytuację, w której do ostatecznego rozwodu z Unią nigdy by nie doszło. Wnioski? Poziom brytyjskiego PKB jest dziś o 2 do 4 procent niższy, niż zakładałby to wariant bez opuszczania unijnych struktur. Zbudowana przez brexit niestabilność polityczna oraz uciążliwe tarcia handlowe zebrały na tym polu swoje nieuchronne żniwo.
Nie oznacza to jednak, że cała tamtejsza gospodarka się zatrzymała. Mimo potężnych wstrząsów makroekonomicznych – wliczając w to sam wynik referendum, potężne zawirowania polityczne, pandemię COVID-19 czy drastyczny szok energetyczny z 2022 roku – wzrost gospodarczy Wielkiej Brytanii utrzymał się na zaskakująco dobrym poziomie. Średnie roczne tempo wzrostu PKB od 2016 roku wyniosło 1,4 procent, czyli dokładnie tyle samo, co w stabilnej dekadzie poprzedzającej brexit, obejmującej lata 2005-2015. Zmienił się jednak sam silnik napędzający tę maszynę. Wzrost opiera się dziś w znacznie większym stopniu na konsumpcji publicznej, czyli wydatkach rządowych, a także na inwestycjach mieszkaniowych, podczas gdy wyraźnie i boleśnie wyhamowały inwestycje samych przedsiębiorstw.
Z perspektywy biznesowej na szczególną uwagę zasługuje jednak pewien uderzający paradoks ujęty w badaniach Allianz Trade. Jak doskonale pamiętamy, ograniczenie imigracji i uszczelnienie granic było jednym z głównych haseł kampanii zwolenników opuszczenia Wspólnoty. Tymczasem od czasu formalnego wyjścia ze struktur gospodarczych UE z początkiem stycznia 2021 roku brytyjski wzrost w coraz większym stopniu opiera się właśnie na pracownikach urodzonych za granicą. Nowo przybyli imigranci przyczyniają się obecnie do generowania ponad połowy całego wzrostu brytyjskiego PKB. Z kolei tworzenie nowych miejsc pracy na Wyspach wciąż silnie koncentruje się wokół tej właśnie grupy społecznej.
Z jawnym rozczarowaniem muszą też patrzeć na statystyki zwolennicy brexitu z uboższych regionów, którzy wierzyli w redystrybucję dóbr z metropolii. Zmniejszenie dysproporcji między bogatym Londynem a resztą kraju po prostu nie nastąpiło. W aż 59 procentach populacji zamieszkującej obszary, które głosowały za wyjściem z Unii, od 2016 roku obserwuje się dalsze pogłębianie różnic w stosunku do średniego krajowego dochodu na mieszkańca.
Jak doskonale pamiętamy, ograniczenie imigracji i uszczelnienie granic było jednym z głównych haseł kampanii zwolenników opuszczenia Wspólnoty. Tymczasem od czasu formalnego wyjścia ze struktur gospodarczych UE z początkiem stycznia 2021 roku brytyjski wzrost w coraz większym stopniu opiera się właśnie na pracownikach urodzonych za granicą. Nowo przybyli imigranci przyczyniają się obecnie do generowania ponad połowy całego wzrostu brytyjskiego PKB.
Wielkie przetasowanie w łańcuchach dostaw
Jak wskazują obszerne dane zgromadzone przez Allianz Trade, brexit wywołał prawdziwe trzęsienie ziemi w globalnych łańcuchach dostaw, a Unia Europejska powoli, ale systematycznie traci swój brytyjski przyczółek. Szacunki strukturalne pokazują dobitnie, że handel towarami między Wielką Brytanią a Wspólnotą jest o około 21 procent niższy, niż byłby w scenariuszu, w którym kraj ten pozostałby w unijnych strukturach. Choć zjednoczona Europa wciąż pozostaje absolutnie największym partnerem handlowym Londynu, jej dominująca pozycja nieubłaganie słabnie. Obecnie z państw Unii Europejskiej pochodzi 43 procent całkowitego importu towarów do Wielkiej Brytanii. Taki wynik nadal robi ogromne wrażenie, dopóki nie zestawimy go z danymi sprzed dziesięciu lat, kiedy to odsetek ten wynosił aż 57 procent.
Kto zatem zajął to zwolnione, niezwykle dochodowe miejsce? W latach 2016–2022 udział unijnej wartości dodanej w popycie końcowym na brytyjskie artykuły przetwórstwa przemysłowego drastycznie spadł z 52 do zaledwie 39 procent. W tym samym czasie o 8 punktów procentowych wzrósł udział Chin, co ostatecznie wywindowało azjatyckie Państwo Środka na pozycję największego pojedynczego państwa-partnera Wielkiej Brytanii. Zyskały również Stany Zjednoczone, stając się drugim najważniejszym partnerem, podczas gdy potężne dotąd w tym regionie Niemcy odnotowały spadek aż o 8 punktów procentowych, osuwając się z pierwszej na trzecią lokatę.
I w tym miejscu dochodzimy do kluczowej informacji z punktu widzenia polskiego biznesu. W całej tej ponurej dla europejskich eksporterów statystyce pojawia się niespodziewany i potężny wyłom. Okazuje się bowiem, że w obrębie całej Unii Europejskiej zaledwie dwa państwa zdołały nie tylko utrzymać, ale wręcz zwiększyć swoje udziały w brytyjskim rynku towarów przemysłowych. Pierwszym z nich jest lądowo sąsiadująca z królestwem Irlandia, co wydaje się naturalne i w pełni zrozumiałe. Drugim jest… Polska.
Kiedy zdecydowana większość krajów bogatej Europy Zachodniej notowała tam bolesne spadki na przestrzeni ostatniej dekady, polskie przedsiębiorstwa prężnie rosły w siłę. Jak należy to tłumaczyć? Analitycy Allianz Trade wskazują ten fenomen jako bezpośredni dowód niesamowitej elastyczności, kompetencji i zwinności polskich firm. Utrzymanie, a nawet imponujący wzrost udziału naszych dostawców na Wyspach wskazuje, że potrafią oni błyskawicznie dostosować swoją rynkową ofertę do głęboko zmieniającej się struktury brytyjskiego przemysłu, będąc w stanie na tych rynkowych zawirowaniach w pełni świadomie zarobić.
Kiedy zdecydowana większość krajów bogatej Europy Zachodniej notowała tam bolesne spadki na przestrzeni ostatniej dekady, polskie przedsiębiorstwa prężnie rosły w siłę. Jak należy to tłumaczyć? Analitycy Allianz Trade wskazują ten fenomen jako bezpośredni dowód niesamowitej elastyczności, kompetencji i zwinności polskich firm.
Przemysł w głębokiej przebudowie i energetyczne wąskie gardła
Aby dokładnie zrozumieć, z czego dokładnie polskie firmy czerpią dziś na Wyspach zyski, musimy zajrzeć do samego wnętrza brytyjskich fabryk. Na pierwszy rzut oka, patrząc z perspektywy ogólnogospodarczej, sytuacja nie wygląda tam zbyt optymistycznie – w 2025 roku cały brytyjski sektor produkcyjny odnotował w ujęciu całościowym spadek o 1,4 procent w bezpośrednim porównaniu do poziomów z 2016 roku. Jednak to tylko wierzchnia warstwa uśrednionych danych. Z badań Allianz Trade wynika, że pod tą pozorną stagnacją kryją się dramatyczne, głębokie przemiany o charakterze wewnątrzsektorowym.
Zjednoczone Królestwo przechodzi właśnie bardzo gwałtowną deindustrializację w obszarach charakteryzujących się wysokim zużyciem energii. Produkcje koksu, rafinacja produktów ropy naftowej, produkcja papieru, wytwarzanie środków chemicznych czy wreszcie wytwarzanie energii gazowej uległy wręcz dramatycznemu skurczeniu na przestrzeni badanej dekady. Jednocześnie jednak na rynku tym obserwujemy fenomenalne wręcz wzrosty w nowoczesnych sektorach o znacznie niższym zapotrzebowaniu na energię. W latach 2016-2025 brytyjska produkcja zaawansowanego sprzętu transportowego wystrzeliła w górę o 25 procent, branża farmaceutyczna urosła aż o 43 procent, sektor rolno-spożywczy wygenerował zwyżkę o 31 procent, a produkcja komputerów, elektroniki i sprzętu elektrycznego skoczyła o 20 procent. To właśnie w tych dynamicznie i szybko rosnących niszach polskie firmy potrafiły znaleźć swoje nowe, lukratywne miejsce, błyskawicznie zastępując powolniejszych i mniej elastycznych graczy z kontynentalnej Europy Zachodniej.
Wielkim sprawdzianem dla brytyjskiego przemysłu pozostaje infrastruktura i szeroko pojęta energetyka. Z jednej strony Wielka Brytania bez wątpienia stała się europejskim liderem zielonej transformacji – od pamiętnego 2016 roku produkcja energii z turbin wiatrowych wzrosła tam o 130 procent, co ostatecznie pozwoliło rządom na historyczne pożegnanie się z systemowym węglem już w 2024 roku. Z drugiej strony ten ekologiczny rozwój brutalnie obnażył bardzo kosztowne wąskie gardła. Ośrodki wytwarzania czystej energii (skoncentrowane głównie na terenach wietrznej północy Szkocji) wyraźnie rozminęły się geograficznie z południowymi centrami popytu. Koszty samego zarządzania zatorami w niewydolnej i przestarzałej sieci elektroenergetycznej wystrzeliły w kosmos – ze stosunkowo niegroźnych 258 milionów funtów w 2017 roku do 1,83 miliarda funtów w roku 2025. Formalne wyjście decydentów z Londynu z wewnętrznego rynku energii elektrycznej UE (IEM) przyniosło mierzalne straty dla brytyjskich odbiorców – narzucony powrót do mniej efektywnych systemów aukcji jawnych wywołał odczuwalną presję na wzrost hurtowych cen prądu rzędu 0,25-0,7 procent. To jasny sygnał na przyszłość: dla innowacyjnych zagranicznych firm zajmujących się dostawami infrastruktury, technologii sieciowych i systemów zarządczych, to rynek pełen potężnych wyzwań, ale i ogromnych budżetów do szybkiego zagospodarowania.
Usługi i nowoczesne technologie wciąż ratują twarz Korony
Skoro po dziesięciu latach bilans handlu klasycznymi towarami prezentuje się dla gabinetów w Londynie tak uciążliwie, to co właściwie wciąż trzyma brytyjską gospodarkę w światowej ekstraklasie? Odpowiedź brzmi krótko: usługi i wysokie technologie. To właśnie te zaawansowane działy gospodarki niemal w pojedynkę zasypują dziś potężną dziurę strukturalnego deficytu w handlu towarami, który w okresie między 2016 a 2025 rokiem pogłębił się z poziomu 6,7% do aż 8,0% krajowego PKB.
Należy zaznaczyć, że choć na rynkach towarowych faktycznie zagościły bezlitosne biurokratyczne tarcia, kontrole i spowolnienia, to brytyjski sektor usług w ogromnej mierze uniknął brexitowych wstrząsów. Wielka Brytania w 2026 roku nadal pozostaje globalnym gigantem w pełni opartym na fachowej wiedzy, technologiach jutra i niezwykle potężnym kapitale operacyjnym. I choć prawdą jest, że część korporacyjnych bankierów i centrów operacyjnych przeniosła się do Paryża, Frankfurtu czy modnego Amsterdamu, Londyn nie oddał swojej finansowej korony. Zjednoczone Królestwo wciąż generuje i odpowiada za 21 procent całego globalnego eksportu w sektorze usług finansowych, nieznacznie ustępując na świecie jedynie Stanom Zjednoczonym, a jednocześnie zdecydowanie i wyraźnie wyprzedzając pod tym względem wszystkie połączone państwa Unii Europejskiej. Instytucje brytyjskie wciąż samodzielnie kontrolują niemal połowę całego światowego obrotu pozagiełdowymi instrumentami pochodnymi, które opierają się na stopach procentowych, a także obsługują niemal 38 procent globalnego handlu rynkiem walutowym. Mało tego, wbrew medialnej narracji o odcięciu wysp, sam fizyczny eksport brytyjskich usług finansowych do krajów Unii Europejskiej zanotował imponujący wzrost – między 2026 a 2024 rokiem (dane ujęto w analizie z 2026 r.) poszybował on w górę o potężne 58 procent.
Z danych dostarczonych przez Allianz Trade wynika, że jeszcze lepiej i dynamiczniej radzi sobie branża technologiczna. Wartość eksportu usług z zakresu nowych technologii informacyjno-komunikacyjnych (ICT) z Wielkiej Brytanii do państw unijnych wzrosła od czasu brexitu aż o 94 procent. To najlepszy i namacalny dowód na utrzymującą się konkurencyjność brytyjskich specjalistów IT. Należy też pamiętać, że tamtejszy rynek, na czele z metropolią londyńską, wciąż niczym magnes przyciąga gigantyczne wręcz pieniądze na innowacyjne start-upy – od 2020 do 2026 roku pozyskał zawrotne 164 miliardy dolarów rynkowego kapitału venture capital, po raz kolejny zostawiając jakiegokolwiek bezpośredniego europejskiego konkurenta daleko w biznesowym tyle.
Lekcja przetrwania i wzrostu dla polskiego biznesu
W jaki sposób powinniśmy dziś ocenić ten eksperyment gospodarczy i polityczny? Brexit ostatecznie uwypuklił i obnażył wieloletnie wewnętrzne problemy brytyjskiej gospodarki – począwszy od hamującego rozwój, przestarzałego prawa planowania przestrzennego, poprzez nawarstwiające się problemy infrastrukturalne i niedobór mieszkań, aż po rażące opóźnienia we wdrażaniu i cyfryzacji w najbardziej tradycyjnych, zachowawczych sektorach produkcji. Bezwzględne rynki finansowe bardzo szybko i trafnie dostrzegają te pojawiające się rysy na wizerunku. Potężne aktywa brytyjskie wciąż wyceniane są przez giełdy z wyraźnym dyskontem w bezpośrednim stosunku do swoich międzynarodowych odpowiedników w USA czy w Europie, a zaniepokojeni inwestorzy wymagają dziś strukturalnie wyższej premii za podwyższone ryzyko, reagując tak na niestabilność polityczną i pogłębiające się nierównowagi w sferze fiskalnej.
Szumnie zapowiadane przez rząd nowe umowy o wolnym handlu (które ostatecznie podpisano między innymi z daleką Australią, uprzemysłowioną Japonią, Nową Zelandią czy obiecującymi państwami strefy Pacyfiku) nie zdołały – i przy obecnych trendach jeszcze długo nie zdołają – zrekompensować biznesowi ogromnych strat wynikających z opuszczenia unijnego wspólnego rynku. Skala tych nowych relacji gospodarczych jest wciąż nieporównywalnie mniejsza od historycznych, potężnych i naturalnych powiązań z Europą kontynentalną.
Jednak dla uważnie czytających raporty polskich przedsiębiorców końcowa konkluzja z przywołanych danych powinna być raczej budująca i optymistyczna. Dzisiejsze Zjednoczone Królestwo to rynek wciąż dysponujący potężnym popytem, przechodzący na naszych oczach niespotykaną od lat transformację strukturalną, a przez to – w sposób naturalny szukający nowych partnerów z zewnątrz. Rozwód z biurokracją z Brukseli mocno nadwyrężył wiele zabetonowanych łańcuchów dostaw, które od dekad silnie wiązały brytyjskie zakłady produkcyjne i konsumentów z dostawcami w Europie Zachodniej. W to miejsce weszły Chiny czy Stany Zjednoczone, ale, co najważniejsze z perspektywy Warszawy czy Poznania, wybitnie i niezwykle zyskownie odnalazła się w nim również Polska, redefiniując układ sił.
Sukces polskich eksporterów, którym udało się nie tylko nie stracić, ale wręcz zauważalnie powiększyć swoje dotychczasowe udziały w brytyjskim torcie zaopatrzeniowym, z całą pewnością nie jest dziełem żadnego przypadku. To dowód na to, że posiadamy umiejętność szybkiego dostarczania poszukiwanej wartości dokładnie tam, gdzie jest ona aktualnie najbardziej potrzebna.
Opracowano na podstawie danych Allianz Trade
Zobacz również



