AKTUALNOŚCI, GOSPODARKA I FINANSE
Koniec podatku Belki? Rząd daje marchewkę, ale w tle czai się podatek od majątku
Przez lata apelowaliśmy o usunięcie hamulców krępujących budowanie rodzimego kapitału. Kiedy więc Sejm, w rzadkim przypływie niemal całkowitej jednomyślności, pochylił się nad odesłaniem podatku Belki do lamusa, po korytarzach giełdy i w gabinetach zarządów rozszedł się szmer zadowolenia.
Data publikacji: 06.07.2026
Data aktualizacji: 06.07.2026
Podziel się:

Głosami posłów właśnie powołano do życia Osobiste Konta Inwestycyjne (OKI). Na papierze brzmi to jak potężny zastrzyk płynności dla polskiej gospodarki. Zanim jednak z entuzjazmem zaczniemy otwierać szampana, warto wczytać się w drobny druk. Wygląda bowiem na to, że pod przykrywką ulgi zafundowano nam rewolucję podatkową, o której jeszcze długo będziemy dyskutować w kuluarach.
Patriotyzm finansowy z limitem
Zacznijmy od tego, co na pierwszy rzut oka wygląda na ukłon w stronę oszczędzających. Nowe przepisy wprowadzają zwolnienia z podatku od zysków kapitałowych, ale w bardzo precyzyjnie skrojonych ramach. Osobiste Konta Inwestycyjne pozwolą na uniknięcie daniny, jeśli nasze aktywa inwestycyjne nie przekroczą stu tysięcy złotych. Dla form oszczędnościowych ten limit jest znacznie bardziej restrykcyjny i wynosi skromne dwadzieścia pięć tysięcy złotych.
Jest jeszcze jeden fundamentalny warunek, który z punktu widzenia makroekonomii ma promować gospodarczy patriotyzm. Zwolnienia obejmą wyłącznie inwestycje w krajowe aktywa, i to denominowane w polskim złotym. Rządowa kalkulacja jest tutaj prosta i celowa: zatrzymać pieniądze w kraju. Gabinet szacuje, że dzięki temu na warszawski parkiet popłyną dziesiątki miliardów złotych. Dla spółek szukających finansowania to doskonała wiadomość. Zastrzyk świeżego, rodzimego kapitału może stanowić potężny impuls do rozwoju, dając firmom przestrzeń do oddechu i ekspansji bez konieczności kosztownego zadłużania się w bankach. Pytanie brzmi: jakim kosztem dla samego inwestora?
Zwolnienia obejmą wyłącznie inwestycje w krajowe aktywa, i to denominowane w polskim złotym. Rządowa kalkulacja jest tutaj prosta i celowa: zatrzymać pieniądze w kraju. Gabinet szacuje, że dzięki temu na warszawski parkiet popłyną dziesiątki miliardów złotych.
Zapłacisz nawet wtedy, gdy stracisz
Gdy spojrzymy na to, co dzieje się po przekroczeniu ustawowych limitów, narracja o uldze zaczyna trzeszczeć w szwach. Uchwała wprowadza zupełnie nową filozofię opodatkowania, która brzmi jak niebezpieczny precedens. Powyżej kwot granicznych fiskus nie upomni się już o procent od wypracowanego zysku. Nowa danina obejmie po prostu wartość posiadanych aktywów.
Zatrzymajmy się przy tym na moment, bo to kluczowa zmiana reguł gry. Jako inwestorzy przywykliśmy do tego, że dzielimy się z państwem owocami naszego sukcesu. Tymczasem nowy mechanizm oznacza, że podatek zapłacimy od samego faktu posiadania kapitału na rachunku – nawet w przypadku, gdy nasze inwestycje przyniosą stratę. Wyobraźmy sobie sytuację, w której portfel akcji polskiej spółki, budowany przez lata przez przedsiębiorcę, traci na wartości w wyniku rynkowych zawirowań. W nowym reżimie prawnym inwestor nie tylko musi przełknąć gorycz rynkowej porażki, ale dodatkowo odprowadzić podatek od topniejącego kapitału.
Stawka? Konstrukcja jest co najmniej nietypowa. Wyniesie ona 19 procent stopy referencyjnej Narodowego Banku Polskiego, jednak nie mniej niż 0,1 procenta. Przedstawiciele rządu uspokajają, że w praktyce obciążenie to zamknie się w jednym procencie wartości aktywów. Dla drobnego gracza ułamek procenta może brzmieć niewinnie, ale dla przedsiębiorców obracających znacznym kapitałem to stały, coroczny koszt utrzymania portfela inwestycyjnego.
Jako inwestorzy przywykliśmy do tego, że dzielimy się z państwem owocami naszego sukcesu. Tymczasem nowy mechanizm oznacza, że podatek zapłacimy od samego faktu posiadania kapitału na rachunku – nawet w przypadku, gdy nasze inwestycje przyniosą stratę.
Czas na dostosowanie strategii
Nowe przepisy, choć przeszły przez Sejm praktycznie bez sprzeciwu, muszą jeszcze uzyskać aprobatę Senatu. Jeśli proces legislacyjny przebiegnie bez zakłóceń, zmiany wejdą w życie od 2027 roku.
Z jednej strony otwiera się tutaj okno na tańszy kapitał z warszawskiej giełdy, napędzany oszczędnościami Polaków. Z drugiej – dla prywatnych portfeli osób budujących nadwyżki finansowe, nowe regulacje to wyraźny sygnał ostrzegawczy. To, co miało być „zniesieniem podatku Belki”, w praktyce przepoczwarza się w hybrydowe rozwiązanie z elementami podatku majątkowego. Czy polski rynek wytrzyma ten specyficzny eksperyment? O tym przekonamy się już za kilkanaście miesięcy, gdy pierwsze Osobiste Konta Inwestycyjne zaczną wypełniać się kapitałem.
Źródło: Polskieradio24.pl, opracowanie własne
Zobacz również



