Szukaj

Zaloguj

Zaloguj się

Jesteś nowym klientem?

Zarejestruj się

Szukaj

Zaloguj

Zaloguj się

Jesteś nowym klientem?

Zarejestruj się
Strona Główna/Artykuły/Kobieca rewolucja w zarządach staje się faktem. Biznes musi zrobić miejsce dla kobiet

AKTUALNOŚCI

Kobieca rewolucja w zarządach staje się faktem. Biznes musi zrobić miejsce dla kobiet

Unijna dyrektywa „Women on Boards” przestaje być tylko gładkim hasłem z konferencji ESG, a staje się polskim prawem. Prezydent Karol Nawrocki złożył podpis pod ustawą, która wymusza na dużych giełdowych graczach rezerwację około jednej trzeciej miejsc we władzach dla tzw. płci niedostatecznie reprezentowanej. W realiach nadwiślańskiego biznesu oznacza to jedno: zarządy i rady muszą otworzyć drzwi do gabinetów dla kobiet.


Data publikacji: 05.08.2026

Data aktualizacji: 05.08.2026

Podziel się:

Grupa kobiet w biurze analizująca wykresy na tablicy, co symbolizuje rosnącą rolę kobiet w zarządach spółek giełdowych.
Nowe przepisy wymuszają na dużych spółkach giełdowych zwiększenie udziału kobiet w zarządach i radach nadzorczych. Źródło: Magnific Premium
Spis treści:

Kogo dokładnie weźmie na celownik nowy przepis?

Zanim w popłochu zaczniecie przeglądać kadrowe statystyki, uspokajam: ustawodawca nie rzuca się z szablą na całą gospodarkę. Przepisy celują w biznesową ekstraklasę. Nowe obowiązki spadną na spółki z siedzibą w Polsce, które są notowane na unijnym rynku regulowanym, zatrudniają co najmniej 250 pracowników i spełniają kryteria finansowe – ich roczny obrót przekracza 50 mln euro lub całkowity bilans roczny jest wyższy niż 43 mln euro.

Mikro, małe i średnie przedsiębiorstwa zostały całkowicie wyłączone z regulacji. Nowe zasady uderzą w największe podmioty, wychodząc z założenia, że to ich struktury zarządcze nadają ton i mają najbardziej istotne znaczenie dla całego rynku.


Zanim w popłochu zaczniecie przeglądać kadrowe statystyki, uspokajam: ustawodawca nie rzuca się z szablą na całą gospodarkę. Przepisy celują w biznesową ekstraklasę. Nowe obowiązki spadną na spółki z siedzibą w Polsce, które są notowane na unijnym rynku regulowanym, zatrudniają co najmniej 250 pracowników i spełniają kryteria finansowe – ich roczny obrót przekracza 50 mln euro lub całkowity bilans roczny jest wyższy niż 43 mln euro.


Matematyka równouprawnienia

Ustawa posługuje się neutralnym pojęciem „płci niedostatecznie reprezentowanej”, czyli takiej, która na strategicznych fotelach stanowi nie więcej niż 49 procent. Jak to będzie wyglądać w praktyce księgowej? Przedstawiciele owej deficytowej płci muszą objąć liczbę stanowisk najbliższą 33 procentom łącznego składu obu kluczowych organów: zarządu i rady nadzorczej.

Spójrzmy na liczby: w spółce, gdzie oba te gremia liczą łącznie dziewięć osób, co najmniej trzy fotele muszą przypaść przedstawicielom niedostatecznie reprezentowanej płci. I tu uwaga – ustawodawca zablokował popularny wytrych polegający na „upychaniu” kobiet wyłącznie w radach nadzorczych. Prawo bezwzględnie wymaga, by ta płeć była obecna w każdym z organów. Przeprowadzka wyłącznie na poziomie rady nadzorczej nie wystarczy, by obronić się przed audytem.

Rekrutacja na minowym polu i widmo procesów sądowych

Najbardziej zapalny punkt nowelizacji dotyczy samego zatrudniania. Zanim spółka opublikuje jakiekolwiek ogłoszenie o naborze do władz, będzie musiała stworzyć jasne, neutralne i w pełni niedyskryminujące kryteria wyboru. A co w sytuacji, gdy na finiszu na placu boju zostanie mężczyzna i kobieta o identycznych, równorzędnych kwalifikacjach? Pierwszeństwo automatycznie otrzyma kandydat należący do płci niedostatecznie reprezentowanej.

W ustawie nie chodzi jednak o to, by płeć całkowicie zastąpiła kompetencje. Mechanizm faworyzujący uruchamia się dopiero przy „remisie” merytorycznym. Problem w tym, co dzieje się, gdy jeden z kandydatów zostaje odrzucony. Ustawa daje mu do ręki potężny oręż: prawo do poznania własnej oceny, uzasadnienia decyzji oraz – co kluczowe – kwalifikacji osoby, która finalnie dostała stanowisko.

Jeżeli urażony kandydat złoży pozew i uprawdopodobni przed sądem, że miał równorzędne kwalifikacje, następuje niebezpieczne dla spółki odwrócenie ciężaru dowodu. To na firmie spocznie ciężar udowodnienia, że proces był sterylnie czysty i nie doszło do dyskryminacji. A przegrana oznacza wypłatę odszkodowania lub zadośćuczynienia w wysokości co najmniej minimalnego wynagrodzenia za pracę (choć biorąc pod uwagę zarobki top managementu, na minimalnej krajowej spory mogą się nie skończyć).


Jeżeli urażony kandydat złoży pozew i uprawdopodobni przed sądem, że miał równorzędne kwalifikacje, następuje niebezpieczne dla spółki odwrócenie ciężaru dowodu. To na firmie spocznie ciężar udowodnienia, że proces był sterylnie czysty i nie doszło do dyskryminacji. A przegrana oznacza wypłatę odszkodowania lub zadośćuczynienia w wysokości co najmniej minimalnego wynagrodzenia za pracę (choć biorąc pod uwagę zarobki top managementu, na minimalnej krajowej spory mogą się nie skończyć).


KNF trzyma rękę na pulsie. Pół miliona złotych kary na stole

Nowe reguły to także olbrzymia dawka biurokracji. Walne zgromadzenia spółek będą musiały w błyskawicznym tempie uchwalić politykę równowagi płci (dostępną publicznie na stronie www), definiując zasady obsadzania stanowisk, wskazywania kandydatów i zarządzania zasobami ludzkimi. Kancelaria Prezydenta precyzuje: macie czas do zakończenia pierwszego walnego zgromadzenia zwołanego po wejściu w życie ustawy.

Kto sprawdzi, czy nowe procedury nie są jedynie korporacyjną wydmuszką? Nadzór przejmuje Komisja Nadzoru Finansowego. Jej urzędnicy zyskują prawo do żądania od członków organów spółek szczegółowych wyjaśnień i kopii dokumentów rekrutacyjnych. W razie uchybień KNF najpierw wyda zalecenia, a jeśli zostaną zignorowane – uderzy w finanse. Maksymalna kara za złamanie zasad doboru i sprawozdawczości wynosi równe 500 tys. złotych.

Prezydent podpisuje, ale pyta Trybunał. Zegar tyka

Choć Ministerstwo Sprawiedliwości przekonuje, że nowelizacja jedynie „usprawnia stosowanie zasady równości”, na szczytach władzy nie brakuje wątpliwości. Prezydent Karol Nawrocki ustawił się w podwójnej roli. Z jednej strony złożył pod ustawą podpis, uruchamiając proces (prawo wejdzie w życie 14 dni od publikacji w Dzienniku Ustaw). Z drugiej – w trybie kontroli następczej odesłał część przepisów do Trybunału Konstytucyjnego.

Wątpliwości głowy państwa to w zasadzie odzwierciedlenie obaw samego biznesu. Kancelaria Prezydenta pyta o granice swobody działalności gospodarczej, potencjalną ingerencję w autonomię organizacyjną firm i rozdmuchane obciążenia administracyjne, które mogą zachwiać rynkową konkurencyjnością.

Jednak czekanie z założonymi rękami na orzeczenie TK to gotowy przepis na katastrofę. Skierowanie ustawy do Trybunału nie wstrzymuje jej wejścia w życie. Przepisy stają się wiążące dla wielkiego biznesu natychmiast po upływie ustawowego 14-dniowego vacatio legis. Właściciele i rady nadzorcze nie mają więc wyjścia: procedury rekrutacyjne i polityki równowagi trzeba zacząć pisać już dzisiaj, a dobierając skład zarządu, na stałe zaprzyjaźnić się z proporcją jeden do trzech.

Źródło: Skarbiec.biz, opracowanie własne

Zobacz również

Robotyczna dłoń pisząca na klawiaturze laptopa, symbolizująca nowe regulacje AI Act dotyczące przejrzystości sztucznej inteligencji w biznesie.
Przeczytaj