AKTUALNOŚCI
Praca sezonowa w Polsce - kiedy kelner i budowlaniec dyktują warunki gry
Słońce, plaża i… drastycznie rosnące koszty pracy. Z perspektywy urlopowicza letnie miesiące to czas relaksu, ale dla właścicieli nadmorskich kurortów, restauracji czy firm budowlanych właśnie rozpoczyna się bezlitosna batalia o ręce do pracy.
Data publikacji: 06.07.2026
Data aktualizacji: 06.07.2026
Podziel się:

Tegoroczny sezon przynosi nam jednak pewien rynkowy paradoks. Ofert pracy dorywczej jest zauważalnie mniej niż w latach ubiegłych, co w teorii mogłoby sugerować lekkie ochłodzenie popytu na pracowników. Teoria rzadko jednak idzie w parze z biznesową praktyką. Ci przedsiębiorcy, którzy decydują się na rekrutację, muszą głęboko sięgnąć do firmowej kasy. Stawki poszybowały na poziomy, które dla wielu mogą okazać się barierą zaporową. Piętnaście tysięcy złotych „na rękę” w ciągu miesiąca z tytułu pracy sezonowej? Na obecnym rynku to już wcale nie jest mrzonka, ale twardy argument w negocjacjach o pracownika.
Ofert pracy dorywczej jest zauważalnie mniej niż w latach ubiegłych, co w teorii mogłoby sugerować lekkie ochłodzenie popytu na pracowników. Teoria rzadko jednak idzie w parze z biznesową praktyką. Ci przedsiębiorcy, którzy decydują się na rekrutację, muszą głęboko sięgnąć do firmowej kasy.
Złota taca w gastronomii
Dla restauratorów walczących na co dzień z wysokimi cenami energii i półproduktów, letnia tabela płac stanowi kolejny potężny cios w rentowność. W szeroko pojętej gastronomii, hotelarstwie, przy sprzedaży lodów z budki, a nawet na polach podczas zbiorów, absolutne finansowe minimum to obecnie około 30 złotych netto za godzinę pracy. Na ten próg przedsiębiorcy muszą być przygotowani już na samym starcie.
Prawdziwe eldorado przeżywają jednak kelnerzy, którzy wyrastają na finansową arystokrację sezonowej gospodarki. Oferty na poziomie 50 złotych netto za godzinę nikogo w branży już nie dziwią. Kiedy jednak dorzucimy do tego napiwki, które w obleganych turystycznie lokalizacjach płyną szerokim strumieniem, realna stawka godzinowa potrafi poszybować do astronomicznych 150 złotych netto.
To zjawisko rodzi fundamentalne pytanie dla właścicieli biznesów: jak wycenić menu, by pokryć koszty samej obsługi, a jednocześnie nie odstraszyć gości zniechęconych doniesieniami o „paragonach grozy”? Wygląda na to, że w tym sezonie utrzymanie marży w sektorze HoReCa będzie wymagało od menedżerów prawdziwej akrobatyki.
Licytacja na budowlanych rusztowaniach
Nie tylko turystyka przyprawia przedsiębiorców o kadrowy ból głowy. Letnie miesiące to tradycyjnie czas wzmożonych robót infrastrukturalnych, a tam toczy się równie zażarta walka o wykwalifikowane brygady. Na placach budowy nie ma dziś miejsca na oszczędności, co boleśnie odczuwają inwestorzy i szefowie firm podwykonawczych. Z rynkowych danych wynika bezlitośnie, że budowlaniec na kontrakcie sezonowym może liczyć na stawkę w przedziale od 40 do 75 złotych netto za każdą przepracowaną godzinę.
Kiedy koszt samego wykonawstwa, warunkowany brakiem dostępności rąk do pracy, rośnie w tak szybkim tempie, kalkulacja opłacalności wielu projektów może zawisnąć na włosku. Mniejsza pula ogłoszeń o pracę przy zachowaniu tak wyśrubowanych oczekiwań płacowych oznacza jedno: na rynku zostają gracze gotowi płacić najwięcej, a mniejsze firmy, niemogące sprostać tej licytacji, będą zmuszone do wstrzymywania swoich letnich inwestycji.
Dla deweloperów to niezwykle czytelny sygnał. Kiedy koszt samego wykonawstwa, warunkowany brakiem dostępności rąk do pracy, rośnie w tak szybkim tempie, kalkulacja opłacalności wielu projektów może zawisnąć na włosku. Mniejsza pula ogłoszeń o pracę przy zachowaniu tak wyśrubowanych oczekiwań płacowych oznacza jedno: na rynku zostają gracze gotowi płacić najwięcej, a mniejsze firmy, niemogące sprostać tej licytacji, będą zmuszone do wstrzymywania swoich letnich inwestycji.
Źródło danych: FXMAG.PL, opracowanie własne
Zobacz również



