AKTUALNOŚCI
Koniec z podatkowym hamulcem? Rząd wprowadza Osobiste Konta Inwestycyjne
Rynek kapitałowy w Polsce od lat czekał na mocny impuls, który wyrwałby kapitał z bankowych lokat i skierował go w stronę realnej gospodarki. Właśnie zrobiliśmy w tym kierunku spory krok. W czwartek prezydent Karol Nawrocki złożył podpis pod ustawą o Osobistych Kontach Inwestycyjnych (OKI).
Data publikacji: 18.08.2026
Data aktualizacji: 18.08.2026
Podziel się:

Matematyka wolna od „Belki”
Koncepcja OKI opiera się na wyłączeniu części kapitału z 19-procentowego podatku od zysków kapitałowych, funkcjonującego w naszych realiach od 2002 roku. Mechanizm jest stosunkowo prosty, choć kryje w sobie kilka haczyków.
Zgodnie z nowymi przepisami, zyski z aktywów inwestycyjnych denominowanych w złotych – takich jak akcje czy jednostki funduszy – będą zwolnione z daniny do kwoty 100 tysięcy złotych. Jeśli preferujemy bezpieczniejszą przystań, czyli aktywa oszczędnościowe pokroju obligacji czy lokat, limit zwolnienia wyniesie 25 tysięcy złotych. Kluczowy detal, o którym warto pamiętać przy planowaniu portfela: mniejszy próg nie sumuje się z większym. Kwota 25 tysięcy zawiera się w nadrzędnym limicie 100 tysięcy.
Co ciekawe, ustawodawca przewidział mechanizm chroniący te progi przed inflacją. Od 2030 roku kwoty mają być corocznie waloryzowane na podstawie wskaźnika inflacji za pierwsze trzy kwartały roku poprzedniego.
Co jednak w sytuacji, gdy inwestor przekroczy ustawowe limity? Tu wchodzi zupełnie nowa konstrukcja fiskalna. Nadwyżka zostanie objęta podatkiem od wartości aktywów, którego stawka w 2027 roku ma wynieść 0,85 proc. Docelowo podatek ten nie przekroczy 1 procenta, a ostateczny rachunek będzie wyliczany na bazie algorytmu biorącego pod uwagę dzienne wyceny, saldo wpłat i czas posiadania konta.
Zgodnie z nowymi przepisami, zyski z aktywów inwestycyjnych denominowanych w złotych – takich jak akcje czy jednostki funduszy – będą zwolnione z daniny do kwoty 100 tysięcy złotych. Jeśli preferujemy bezpieczniejszą przystań, czyli aktywa oszczędnościowe pokroju obligacji czy lokat, limit zwolnienia wyniesie 25 tysięcy złotych.
Giełda zaciera ręce
Rządowe kalkulacje brzmią niezwykle optymistycznie. Wprowadzenie OKI ma być magnesem, który do 2030 roku przyciągnie na Giełdę Papierów Wartościowych około 25 miliardów złotych, a do 2040 roku – aż 74 miliardy.
Dla warszawskiego parkietu to potężny zastrzyk płynności, choć warto zauważyć, że GPW już teraz bije historyczne rekordy. Końcówka 2025 roku przyniosła giełdzie łączną kapitalizację notowanych spółek na poziomie ponad 2,4 biliona złotych (wzrost o 63,3 proc. rok do roku). Rekordowa była także wartość obrotów akcjami, sięgająca 470,3 mld zł przy niemal 1,9 mld zł średniego dziennego obrotu. Mimo to liczba spółek na Głównym Rynku nieznacznie stopniała z 411 w 2024 roku do 399 pod koniec 2025 roku. OKI ma być paliwem, które zachęci kolejne podmioty do debiutów, a inwestorów indywidualnych – do kupowania ich akcji.
Potencjał jest ogromny, co widać w danych Krajowego Depozytu Papierów Wartościowych. Do końca czerwca 2026 roku liczba rachunków maklerskich przekroczyła barierę 2,9 miliona. W ciągu zaledwie roku przybyło ich ponad 739 tysięcy.
Końcówka 2025 roku przyniosła giełdzie łączną kapitalizację notowanych spółek na poziomie ponad 2,4 biliona złotych (wzrost o 63,3 proc. rok do roku). Rekordowa była także wartość obrotów akcjami, sięgająca 470,3 mld zł przy niemal 1,9 mld zł średniego dziennego obrotu.
Daleko nam do Finów
Dlaczego w ogóle państwo decyduje się na taki krok? Odpowiedź kryje się w europejskich statystykach. Choć łączne oszczędności Polaków na koniec zeszłego roku przebiły pułap 3,9 biliona złotych, to lwią ich część (ponad 1,9 bln zł) po prostu trzymamy w gotówce i na bankowych depozytach.
Z danych Eurostatu za 2025 rok wynika, że zaledwie 3 proc. naszych oszczędności (nieco ponad 117 mld zł) pracowało w akcjach spółek giełdowych. Ten wynik daje nam odległe, 19. miejsce w Unii Europejskiej, ex aequo z Włochami. Dla porównania liderzy tego zestawienia – Finowie – angażują w rynek akcyjny ponad 13 proc. swoich kapitałów.
Trzeci filar w rynkowej układance
Warto przypomnieć, że OKI nie jest pierwszą próbą ucieczki przed podatkiem wymyślonym przez Marka Belkę. Do tej pory polski system opierał się na dwóch filarach o charakterze stricte emerytalnym: IKE oraz IKZE.
Oba te rozwiązania cieszą się rosnącą popularnością, choć ich skala wciąż nie powala. Na koniec 2025 roku funkcjonowało blisko 1,19 mln kont IKE (ponad 313 tys. założono w samym ubiegłym roku). Z kolei IKZE to portfel niemal 770 tysięcy rachunków. Ciekawie układa się demografia tych instrumentów – o ile w IKE w ujęciu wiekowym i płciowym brylują kobiety powyżej 60. roku życia, o tyle po IKZE, dające możliwość corocznego odliczenia wpłat od podstawy opodatkowania, najchętniej sięgają mężczyźni między 41. a 50. rokiem życia.
Średnie roczne wpłaty oscylują w okolicach 8–8,7 tys. zł. To wciąż poniżej ustawowych limitów, co jasno pokazuje, że przestrzeń do inwestowania nadwyżek kapitałowych w Polsce jest daleka od wysycenia.
Ile kosztuje to budżet?
Podatek od zysków kapitałowych to dla Skarbu Państwa solidne źródło gotówki. Tylko w tym roku Ministerstwo Finansów szacuje wpływy z tego tytułu na kwotę przekraczającą 9 miliardów złotych (w 2024 było to ok. 10,5 mld zł). W kontekście całego budżetu na 2026 rok, zakładającego dochody rzędu 647,2 mld zł, może nie jest to kwota fundamentalna, ale zauważalna.
Wprowadzenie Osobistych Kont Inwestycyjnych to jasny zakład z przyszłością. Państwo godzi się na utratę części bezpośrednich wpływów podatkowych, licząc na to, że ożywienie na rynku kapitałowym i rozwój przedsiębiorstw zrekompensują te braki z nawiązką. Z perspektywy biznesu to krok w bardzo dobrym kierunku. Teraz piłka jest po stronie rynkowych graczy – czy zechcą z nowego instrumentu skorzystać.
Źródło: PAP, opracowanie własne
Zobacz również



