AKTUALNOŚCI
Koniec podatkowego eldorado? Rząd planuje zmiany w fundacjach rodzinnych
Miały być bezpiecznym skarbcem, który ochroni dorobek życia i zagwarantuje wielopokoleniową sukcesję w polskich firmach. Szybko jednak okazało się, że biznes potrafi czytać przepisy znacznie szybciej i bardziej kreatywnie niż ich twórcy. Fundacje rodzinne z miejsca stały się potężnym wehikułem do optymalizacji podatkowej. Teraz Ministerstwo Finansów mówi „dość” i przypuszcza drugi szturm na przepisy, które same w sobie wygenerowały lukę w systemie. Pytanie, które dziś krąży po gabinetach zarządów, nie brzmi „czy”, ale „kiedy” zasady gry ulegną zmianie.
Data publikacji: 18.08.2026
Data aktualizacji: 18.08.2026
Podziel się:

Skarbiec z podwójnym dnem
Kiedy pod koniec maja 2023 roku wchodziły w życie przepisy o fundacjach rodzinnych, oficjalna narracja rządu brzmiała niezwykle szlachetnie. Rozwiązanie miało stanowić tamę przed rozdrobnieniem lub upadkiem rodzinnych biznesów w momencie śmierci ich założycieli. Fundacja miała działać jak finansowy sejf – z jednej strony odcinała spadkobierców od bezpośredniego zarządzania, z drugiej gwarantowała im wypłaty, dbając o to, by wizja fundatora przetrwała próbę czasu.
Przedsiębiorcy błyskawicznie jednak dostrzegli w nowym prawie coś więcej niż tylko narzędzie sukcesyjne. W przepisach zaszyto bowiem preferencyjne stawki podatkowe, które dla wielu stały się głównym motywatorem do przenoszenia majątku. Z wyliczeń ekspertów wynika, że wykorzystując fundację rodzinną, na samej tylko wypłacie dywidendy można zyskać około 15 proc. Zamiast standardowych obciążeń, które w określonych konfiguracjach potrafią pochłonąć od 34 do 38 proc. kapitału, fundacje pozwalały na drastyczne ścięcie kosztów podatkowych. Trudno dziwić się rynkowi, że masowo z tej furtki zaczął korzystać. Zaskakiwać może jedynie naiwność ustawodawcy, który nie przewidział takiego scenariusza.
Z wyliczeń ekspertów wynika, że wykorzystując fundację rodzinną, na samej tylko wypłacie dywidendy można zyskać około 15 proc. Zamiast standardowych obciążeń, które w określonych konfiguracjach potrafią pochłonąć od 34 do 38 proc. kapitału, fundacje pozwalały na drastyczne ścięcie kosztów podatkowych. Trudno dziwić się rynkowi, że masowo z tej furtki zaczął korzystać.
Uderzenie w czułe punkty. Co leży na stole?
Gdy uświadomiono sobie skalę zjawiska, resort finansów przystąpił do kontrofensywy. Projekt nowelizacji ustawy wpisano już do wykazu prac legislacyjnych, a rząd narzucił mordercze tempo – chce przepchnąć dokument przez Sejm do końca września 2026 roku. Co dokładnie szykuje władza dla właścicieli fundacji?
Uderzenie idzie na kilku frontach jednocześnie. Najpoważniejszym ciosem wydaje się planowane podniesienie podatku dochodowego od osób prawnych (CIT) z 15 do 19 proc.
Druga kluczowa blokada dotyczy obrotu majątkiem. Rząd chce wymusić na przedsiębiorcach cierpliwość – fundacja skorzysta z preferencyjnych stawek przy sprzedaży wniesionego do niej majątku dopiero po upływie 36 miesięcy od momentu jego przekazania. To jawna próba ukrócenia spekulacji i traktowania fundacji jako szybkiej przepompowni kapitału.
Dodatkowo, ministerstwo zamierza uszczelnić przepisy dotyczące fundacji posiadających zagraniczne podmioty oraz wziąć pod lupę i doprecyzować zasady opodatkowania przychodów z popularnego najmu krótkoterminowego. Z punktu widzenia urzędników to zaledwie „uszczelnienie luki podatkowej”, które nie zabija samej idei fundacji. Z perspektywy biznesu – to radykalna zmiana warunków brzegowych.
Jego argumentacja była wówczas brutalnie logiczna: państwo zawarło z przedsiębiorcami umowę. Skoro w momencie uchwalania przepisów obiecano niezmienność reguł przez trzy lata, to władza nie może łamać słowa i zmieniać ich w trakcie gry. Problem w tym, że polityczny kalendarz bywa bezlitosny.
Zegarek prezydenta tyka na korzyść rządu
Matematyka sejmowa wskazuje, że koalicja bez większych problemów przegłosuje nowe przepisy. Prawdziwa batalia rozegra się jednak w Pałacu Prezydenckim. Zaledwie w grudniu 2025 roku niemal bliźniaczy projekt Ministerstwa Finansów zderzył się ze ścianą – prezydent Karol Nawrocki zawetował ustawę, stając w obronie stabilności prawa.
Jego argumentacja była wówczas brutalnie logiczna: państwo zawarło z przedsiębiorcami umowę. Skoro w momencie uchwalania przepisów obiecano niezmienność reguł przez trzy lata, to władza nie może łamać słowa i zmieniać ich w trakcie gry. Problem w tym, że polityczny kalendarz bywa bezlitosny.
Możliwość powoływania fundacji rodzinnych ruszyła dokładnie 22 maja 2023 roku. Trzyletni okres ochronny, na który powoływał się prezydent Nawrocki, właśnie przeszedł do historii. Ten fakt całkowicie zmienia polityczną dynamikę sporu i wytrąca głowie państwa kluczowy argument do ponownego zablokowania ustawy.
Czy prezydent znajdzie nowy pretekst do obrony obecnego status quo, czy też uzna, że dżentelmeńska umowa wygasła i czas zamknąć podatkową lukę? Dla tysięcy właścicieli firm, którzy zaparkowali swój kapitał w fundacjach rodzinnych, najbliższe tygodnie będą okresem podwyższonego ryzyka. Wszystko wskazuje na to, że czas szybkiej i taniej optymalizacji pod płaszczykiem sukcesji powoli dobiega końca.
Źródło: Fxmag.pl, opracowanie własne
Zobacz również



