Szukaj

​

Zaloguj

Zaloguj się

Jesteś nowym klientem?

Zarejestruj się

Szukaj

​

Zaloguj

Zaloguj się

Jesteś nowym klientem?

Zarejestruj się
Strona Główna/Artykuły/Francja chce opodatkować transfer danych w internecie. Netflix, Google i Meta mogą zapłacić miliardy euro

AKTUALNOŚCI

Francja chce opodatkować transfer danych w internecie. Netflix, Google i Meta mogą zapłacić miliardy euro

Francuscy deputowani poparli wprowadzenie nowego podatku od danych przesyłanych przez internet. Zgodnie z przyjętą poprawką dostawcy treści, w tym Google, Meta, Amazon i Netflix, mieliby płacić 5,5 eurocenta za każdy gigabajt danych dostarczonych francuskim internautom. Autorzy propozycji szacują, że budżet państwa mógłby zyskać około 10 mld euro rocznie. Rząd sprzeciwia się jednak nowemu obciążeniu, ostrzegając, że jego koszty mogą ponieść również mniejsze przedsiębiorstwa oraz reklamodawcy. Poprawka przeszła zaledwie jednym głosem przewagi, a jej wejście w życie pozostaje niepewne.


Data publikacji: 02.11.2026

Data aktualizacji: 02.11.2026

Podziel się:

Mężczyzna pracujący na laptopie w kawiarni z widokiem na Wieżę Eiffla w Paryżu. Francuski rząd rozważa wprowadzenie nowego podatku od transferu danych, który uderzy w gigantów technologicznych.
Francja rozważa wprowadzenie podatku od transferu danych, który może obciążyć największe firmy technologiczne. Źródło: Magnific Premium
Spis treści:

Francuski parlament rozważa wprowadzenie podatku, którego wysokość nie zależałaby od przychodów czy zysków przedsiębiorstwa, lecz od ilości danych przesyłanych użytkownikom internetu. 30 października 2026 roku Zgromadzenie Narodowe przyjęło poprawkę do projektu budżetu na 2027 rok, zakładającą opodatkowanie ruchu generowanego przez dostawców treści internetowych. Za propozycją zagłosowało 11 deputowanych, przeciw było 10, a głosowanie odbyło się przy niewielkiej obecności parlamentarzystów na sali.

Autorem poprawki oznaczonej numerem I-1358 jest Laurent Lhardit, deputowany Partii Socjalistycznej. Zaproponowane rozwiązanie ma objąć przedsiębiorstwa dostarczające treści klientom francuskich operatorów internetowych, niezależnie od sposobu, w jaki generują przychody. Oznacza to, że podstawą naliczania podatku byłaby rzeczywista wielkość transferu danych, a nie wartość sprzedanych abonamentów, reklam czy innych usług.

Przyjęcie poprawki nie oznacza jednak, że podatek już obowiązuje. Został on zaakceptowany podczas prac nad dochodową częścią projektu ustawy budżetowej na 2027 rok. Przed zakończeniem procesu legislacyjnego może jeszcze zostać usunięty lub zmieniony, zwłaszcza że francuski rząd oraz sprawozdawca generalny budżetu opowiedzieli się przeciwko nowej daninie.

Każdy gigabajt danych ma kosztować 5,5 eurocenta

Nowy mechanizm podatkowy zakłada naliczanie 0,055 euro od każdego gigabajta danych przekazanego użytkownikom francuskich sieci internetowych. W przypadku przedsiębiorstw generujących duży ruch, takich jak platformy streamingowe, serwisy społecznościowe czy wyszukiwarki internetowe, wysokość zobowiązania zależałaby więc od skali korzystania z oferowanych usług.

Rozwiązanie różni się od podatków naliczanych na podstawie wyników finansowych przedsiębiorstw. Firma przesyłająca dużą ilość danych mogłaby ponosić znaczne obciążenia nawet wtedy, gdy przychody generowane przez konkretną usługę byłyby relatywnie niewielkie. Jednocześnie dostawcy treści o mniejszym zapotrzebowaniu na transfer danych płaciliby odpowiednio niższe kwoty.

W projekcie wskazano pięć przedsiębiorstw odpowiadających łącznie za około połowę ruchu internetowego mierzonego we Francji. Są to Google, Meta, Amazon, Netflix oraz Akamai. Ta ostatnia firma zajmuje się między innymi dostarczaniem infrastruktury umożliwiającej dystrybucję treści internetowych.

Tak szeroki zakres potencjalnych podatników pokazuje, że nowa danina nie byłaby ograniczona do platform oferujących filmy i seriale. Dotyczyłaby również innych przedsiębiorstw przesyłających znaczne ilości danych do francuskich użytkowników. O wysokości podatku decydowałby wolumen transferu, co stawiałoby na podobnych zasadach podmioty prowadzące odmienne modele działalności.


Rozwiązanie różni się od podatków naliczanych na podstawie wyników finansowych przedsiębiorstw. Firma przesyłająca dużą ilość danych mogłaby ponosić znaczne obciążenia nawet wtedy, gdy przychody generowane przez konkretną usługę byłyby relatywnie niewielkie.


Operatorzy będą mierzyć ruch, administracja skarbowa naliczy podatek

Podstawą poboru nowej daniny miałyby być dane gromadzone przez francuskich operatorów telekomunikacyjnych. Orange, SFR, Free oraz Bouygues Telecom odpowiadałyby za pomiar ilości danych dostarczanych przez poszczególnych nadawców do klientów ich sieci.

System nie wymagałby przy tym identyfikowania zawartości przesyłanych informacji ani ustalania tożsamości konkretnych odbiorców. Pomiar miałby dotyczyć ilości danych pochodzących od danego dostawcy treści, bez analizowania ich zawartości. To istotne rozróżnienie, ponieważ zaproponowany mechanizm koncentruje się na wielkości ruchu internetowego, a nie na aktywności poszczególnych użytkowników.

Nadzór nad gromadzeniem danych miałyby sprawować francuski regulator rynku telekomunikacyjnego Arcep oraz administracja podatkowa. Operatorzy przekazywaliby odpowiednie zestawienia co kwartał do Dyrekcji Generalnej Finansów Publicznych, czyli DGFiP, która odpowiada za pobór podatków we Francji.

Wprowadzenie takiego rozwiązania oznaczałoby stworzenie systemu rozliczania podatku na podstawie danych technicznych pochodzących od operatorów sieci. Przedsiębiorstwa dostarczające treści nie mogłyby więc samodzielnie określać wielkości transferu stanowiącego podstawę opodatkowania bez odniesienia do pomiarów prowadzonych przez dostawców dostępu do internetu.

Podatek ma przynieść 10 mld euro rocznie

Autorzy propozycji szacują, że wprowadzenie podatku mogłoby zwiększyć dochody francuskiego budżetu o około 10 mld euro rocznie. Jest to jednak prognoza przedstawiona przez zwolenników rozwiązania, a nie potwierdzona kwota przyszłych wpływów. Rzeczywiste dochody zależałyby od ilości opodatkowanych danych, sposobu działania przewidzianych limitów oraz reakcji przedsiębiorstw na nowe regulacje.

Projekt zakłada bowiem ograniczenie maksymalnego obciążenia. Podatek nie mógłby przekroczyć 15 proc. przychodów przedsiębiorstwa osiąganych we Francji ani 2 proc. jego całkowitych przychodów. Limity miałyby chronić szczególnie te podmioty, których działalność wymaga przesyłania dużych ilości danych, ale nie generuje proporcjonalnie wysokich przychodów.

Takie rozwiązanie ma znaczenie zwłaszcza dla branży streamingu i gier wideo. W obu sektorach wielkość transferu danych jest bezpośrednio związana ze sposobem dostarczania produktu użytkownikom, a większe zapotrzebowanie na przepustowość sieci nie musi oznaczać odpowiednio wyższych wpływów z pojedynczego abonamentu.

Zwolennicy podatku przedstawiają również argument środowiskowy. Ich zdaniem opodatkowanie transferu danych mogłoby skłonić platformy internetowe do skuteczniejszej kompresji przesyłanych materiałów, a tym samym ograniczenia ilości danych potrzebnych do świadczenia usług. W założeniu przedsiębiorstwa miałyby finansową motywację do optymalizowania sposobu dystrybucji treści.

Nie przedstawiono jednak potwierdzonych wyliczeń dotyczących skali potencjalnego ograniczenia transferu ani jego wpływu na zużycie energii. Jest to zatem jeden z argumentów przemawiających za propozycją, a nie wykazany już efekt jej zastosowania.


Projekt zakłada bowiem ograniczenie maksymalnego obciążenia. Podatek nie mógłby przekroczyć 15 proc. przychodów przedsiębiorstwa osiąganych we Francji ani 2 proc. jego całkowitych przychodów. Limity miałyby chronić szczególnie te podmioty, których działalność wymaga przesyłania dużych ilości danych, ale nie generuje proporcjonalnie wysokich przychodów.


Rząd ostrzega przed obciążeniem mniejszych przedsiębiorstw

Projekt nie uzyskał poparcia francuskiego rządu. Minister David Amiel zwrócił uwagę, że niemal połowa wpływów z proponowanej daniny mogłaby pochodzić od mniejszych przedsiębiorstw, a nie od największych amerykańskich koncernów technologicznych, które są najczęściej wskazywane w debacie o nowym podatku.

To zastrzeżenie wynika z samej konstrukcji rozwiązania. Ponieważ podstawą opodatkowania ma być wielkość transferu danych, obowiązek podatkowy może objąć także francuskie przedsiębiorstwa medialne i technologiczne, których usługi wymagają dostarczania dużych ilości materiałów do użytkowników. Nie wszystkie takie podmioty dysponują skalą działalności i przychodami porównywalnymi z globalnymi platformami.

Podczas debaty Laurent Lhardit przedstawił przykład francuskiej grupy telewizyjnej TF1. Według jego szacunków podatek od emisji pięciu kanałów za pośrednictwem dekoderów operatorów internetowych kosztowałby przedsiębiorstwo od 200 do 300 tys. euro rocznie. Wyliczenie to miało pokazać przewidywaną wysokość obciążeń w przypadku krajowego nadawcy telewizyjnego.

Przeciwko rozwiązaniu opowiedział się również sprawozdawca generalny budżetu Philippe Juvin. Jego obawy dotyczą możliwości przenoszenia kosztów podatku przez duże platformy na reklamodawców, którzy korzystają z ich usług marketingowych. W takim scenariuszu formalnym podatnikiem pozostawałby dostawca treści, ale ekonomiczny ciężar daniny mógłby częściowo obciążyć przedsiębiorstwa kupujące reklamy.

Zastrzeżenia rządu i sprawozdawcy pokazują, że spór nie dotyczy wyłącznie zasadności zwiększania obciążeń dla globalnych koncernów. Ważnym elementem debaty jest również to, które przedsiębiorstwa ostatecznie poniosą koszty i czy podatek rzeczywiście skoncentruje się na największych podmiotach generujących ruch internetowy.

Czy Netflix i inne platformy podniosą ceny abonamentów?

Choć propozycja zakłada opodatkowanie dostawców treści, a nie użytkowników internetu, w debacie pojawiło się również pytanie o wpływ nowych regulacji na ceny usług cyfrowych.

Zgodnie z przyjętą poprawką obowiązek zapłaty podatku spoczywałby na przedsiębiorstwach przesyłających dane. Francuscy internauci nie otrzymywaliby więc bezpośredniego rachunku za gigabajty wykorzystane podczas oglądania filmów, korzystania z serwisów społecznościowych czy innych usług online.

Nie oznacza to jednak, że podatek pozostanie bez wpływu na ceny płacone przez konsumentów. Platformy mogłyby uwzględnić nowe obciążenie w swoich cennikach, podnosząc wysokość abonamentów lub zmieniając warunki świadczenia usług. Podobnie jak w przypadku obaw dotyczących reklamodawców, byłby to sposób przeniesienia części kosztów podatkowych na odbiorców.

Na obecnym etapie nie wiadomo jednak, czy przedsiębiorstwa rzeczywiście zdecydowałyby się na takie działania ani jak duże mogłyby być ewentualne podwyżki. Materiał źródłowy nie przedstawia zapowiedzi zmian cenników ze strony Netflixa, Google czy pozostałych firm, które mogłyby zostać objęte nowym podatkiem.

Wpływ na ceny pozostaje więc potencjalnym skutkiem regulacji, a nie przesądzoną konsekwencją jej wprowadzenia.

Przyjęta poprawka może jeszcze zniknąć z budżetu

Mimo głosowania zakończonego wynikiem 11 do 10 los podatku pozostaje otwarty. Poprawka została przyjęta podczas rozpatrywania części dochodowej projektu budżetu na 2027 rok, a nie w ostatecznym głosowaniu nad całą ustawą finansową.

Pierwszym istotnym etapem będzie przyjęcie przez Zgromadzenie Narodowe całej części dochodowej budżetu. Jeżeli deputowani ją odrzucą, do Senatu trafi pierwotna wersja rządowego projektu, która nie zawiera proponowanej daniny od transferu danych.

Kolejną przeszkodą może być stanowisko Senatu, w którym dominują przedstawiciele ugrupowania Republikanie. Według informacji przywołanych w materiale Stéphane Larue izba wyższa prawdopodobnie nie poprze rozwiązania przyjętego przez niewielką grupę deputowanych.

Znaczenie ma również możliwość wykorzystania przez francuski rząd artykułu 49.3 konstytucji. Procedura ta pozwala w określonych warunkach przyjąć projekt ustawy bez zwykłego głosowania, przy czym rząd może zdecydować, które poprawki zostaną uwzględnione w ostatecznej wersji. W takim scenariuszu nowy podatek mógłby zostać pominięty.

Przyszłość regulacji zależy więc od dalszego przebiegu prac budżetowych i decyzji politycznych. Samo przyjęcie poprawki przez 11 deputowanych nie przesądza jeszcze o ustanowieniu nowej daniny.


Znaczenie ma również możliwość wykorzystania przez francuski rząd artykułu 49.3 konstytucji. Procedura ta pozwala w określonych warunkach przyjąć projekt ustawy bez zwykłego głosowania, przy czym rząd może zdecydować, które poprawki zostaną uwzględnione w ostatecznej wersji.


Francja szuka nowego sposobu opodatkowania gospodarki cyfrowej

Propozycja podatku od transferu danych stanowi próbę powiązania obciążeń fiskalnych z techniczną skalą działania usług internetowych. Zamiast opodatkowywać przychody czy zyski dostawców treści, projekt przewiduje naliczanie należności od ilości informacji przekazywanych użytkownikom francuskich sieci.

W założeniu zwolenników rozwiązania miałoby to przynieść dodatkowe dochody budżetowe oraz zachęcić przedsiębiorstwa do ograniczania wielkości transferu danych poprzez rozwój bardziej efektywnych metod ich przesyłania. Przeciwnicy zwracają jednak uwagę, że danina mogłaby obciążyć również mniejsze firmy i krajowych nadawców, a część kosztów mogłaby ostatecznie zostać przeniesiona na reklamodawców lub konsumentów.

Ostateczne znaczenie nowego podatku zależałoby od sposobu wdrożenia regulacji, rzeczywistych wielkości transferu i zasad stosowania limitów uzależnionych od przychodów przedsiębiorstw. Na razie nie wiadomo nawet, czy rozwiązanie znajdzie się w uchwalonym budżecie Francji na 2027 rok.

Głosowanie z 30 października pokazało jednak, że we francuskim parlamencie pojawiła się propozycja odejścia od tradycyjnych zasad opodatkowania części usług cyfrowych. Gdyby weszła w życie, wielkość przesyłanych danych stałaby się dla dostawców treści nie tylko kosztem technologicznym, ale również bezpośrednią podstawą naliczania podatku.

Źródło: Stéphane Larue News, opracowanie własne

Zobacz również

Młodzi ludzie pracujący przy biurkach w nowoczesnym biurze. Od 2027 roku stażyści będą musieli otrzymywać wynagrodzenie za swoją pracę.
Przeczytaj