AKTUALNOŚCI
Pęka chiński silnik wzrostu – co spowolnienie w Azji oznacza dla Twoich łańcuchów dostaw?
Jeszcze do niedawna tempo wzrostu na poziomie 4,3 proc. w Pekinie uznano by za statystyczny błąd. Dziś to rzeczywistość. Druga gospodarka świata właśnie zaciągnęła hamulec ręczny, odnotowując w drugim kwartale najsłabszy wynik od końca 2022 roku. Dla europejskich prezesów i członków zarządów, zapatrzonych w azjatyckie rynki zbytu i uzależnionych od tamtejszych fabryk, to sygnał alarmowy najwyższego stopnia. Gospodarka Państwa Środka pękła na pół: z jednej strony dławi się w zapaści na rynku nieruchomości, z drugiej – desperacko próbuje ratować sytuację eksportem pompowanym przez boom na sztuczną inteligencję. Pytanie brzmi: jak długo ten asymetryczny model wytrzyma zderzenie z rzeczywistością?
Data publikacji: 22.07.2026
Data aktualizacji: 23.07.2026
Podziel się:

Nieruchomości, czyli tykająca bomba w bilansach
Kiedy wicedyrektor Narodowego Urzędu Statystycznego (NBS) Mao Shengyong staje przed dziennikarzami i przekonuje, że w pierwszej połowie roku gospodarka funkcjonowała „w odpowiednim przedziale”, czytający między wierszami analitycy wiedzą jedno: sytuacja wymaga pudrowania. Oficjel zaraz zresztą dodaje, że rosnąca niepewność zewnętrzna wymaga „szybszego budowania silnego rynku wewnętrznego”.
Trudno o silny rynek wewnętrzny, gdy wali się fundament chińskiego cudu gospodarczego – sektor nieruchomości i inwestycji. Liczby są bezlitosne. Całkowite nakłady na środki trwałe tąpnęły w pierwszym półroczu o 5,7 proc., a inwestycje w samym sektorze nieruchomości skurczyły się aż o 18 proc. To już strukturalny kryzys. Dla firm, które eksportują do Chin maszyny budowlane, stal, surowce czy technologie wspierające infrastrukturę, ten kilkunastoprocentowy spadek oznacza jedno: Wasi handlowcy będą mieli potężny problem z dowiezieniem tegorocznych celów sprzedażowych.
Trudno o silny rynek wewnętrzny, gdy wali się fundament chińskiego cudu gospodarczego – sektor nieruchomości i inwestycji. Liczby są bezlitosne. Całkowite nakłady na środki trwałe tąpnęły w pierwszym półroczu o 5,7 proc., a inwestycje w samym sektorze nieruchomości skurczyły się aż o 18 proc.
Eksport na sterydach. Jak sztuczna inteligencja ratuje Pekin?
Przed całkowitym tąpnięciem Państwo Środka ratuje dziś wyłącznie kroplówka z rynków zewnętrznych. I tu pojawiają się liczby, które na pierwszy rzut oka mogą fascynować. Produkcja przemysłowa wzrosła w czerwcu o 5,3 proc., a eksport w ujęciu dolarowym wystrzelił aż o 27 proc. Główny napęd? Globalna gorączka sztucznej inteligencji, która wywindowała sprzedaż zagraniczną chińskich półprzewodników o gigantyczne 122 proc. Na tym tle mikroskopijne odbicie sprzedaży detalicznej (zaledwie 1 proc.) jawi się niemal jak błąd statystyczny.
„Dane za drugi kwartał uwypuklają pogłębiającą się rozbieżność między popytem krajowym i zewnętrznym” – trafnie punktuje Junyu Tan, ekonomista cytowany przez agencję Reutera. Jego diagnoza jest ostrzeżeniem dla rynków: tego wątłego ożywienia konsumpcji nie da się utrzymać bez szybkiej i zdecydowanej interwencji władz. Chiny próbują „wyeksportować” swój problem, zalewając rynki zagraniczne towarami, na które w kraju brakuje kupców. Dla europejskich importerów elektroniki to chwilowo doskonała wiadomość, ale dla producentów konkurujących z azjatyckimi dostawcami – zapowiedź morderczej wojny cenowej.
Szok naftowy uderza w marże fabryk
Jakby strukturalnych problemów było mało, w chińskie tryby wsypał się piasek z Bliskiego Wschodu. Wojna i wywołany nią szok naftowy kładą się cieniem na kosztach produkcji. Według „Nikkei Asia”, Pekin dwoi się i troi, by wykazać odporność – ogranicza drogi import i otwiera kurki w swoich rezerwach strategicznych. To jednak gra na czas.
Wysokie ceny ropy bezlitośnie uderzają w marże chińskich fabryk. A kiedy azjatyckiemu podwykonawcy drastycznie spada rentowność, europejski zleceniodawca może być pewien jednego: za chwilę na jego biurku wylądują aneksy do umów z wyższymi cenami komponentów.
Rzadkie chwile szczerości na szczytach władzy
Atmosfera robi się na tyle gęsta, że nawet dyplomatyczna nowomowa ustępuje miejsca twardym apelom. W poniedziałek sam premier Chin, Li Qiang, wezwał do „wszechstronnego i obiektywnego zrozumienia” gospodarczej sytuacji państwa. Zapowiedział wdrożenie znacznie bardziej zdecydowanych działań stabilizujących koniunkturę. Na globalnych parkietach ten komunikat odczytano jednoznacznie: władza w Pekinie rzadko tak otwarcie przyznaje, że jej gospodarka pilnie potrzebuje koła ratunkowego.
Analitycy nie mają złudzeń. Wyznaczony w marcu cel wzrostu PKB na poziomie 4,5-5 proc. – już wtedy określany jako najmniej ambitny od ponad trzech dekad – stanął właśnie pod wielkim znakiem zapytania. Dla rodzimego biznesu płynie z tego twarda lekcja: jeśli wasza strategia na najbliższe lata opiera się na założeniu, że Chiny pozostaną nienasyconym rynkiem zbytu i przewidywalną fabryką świata, czas najwyższy poprosić dyrektora finansowego o przeliczenie ryzyk na nowo. Smok stracił oddech, a w globalnej gospodarce, gdy Pekin ma zadyszkę, reszta świata musi przygotować się na wstrząsy.
Źródło: WNP, opracowanie własne
Zobacz również



