Szukaj

Zaloguj

Zaloguj się

Jesteś nowym klientem?

Zarejestruj się

Szukaj

Zaloguj

Zaloguj się

Jesteś nowym klientem?

Zarejestruj się
Strona Główna/Artykuły/Państwo nie powinno zastawiać pułapek na obywatela – o masowych pozwach PFR-u

OKIEM LIDERÓW

Państwo nie powinno zastawiać pułapek na obywatela – o masowych pozwach PFR-u

O skali pomocy w ramach Tarczy Finansowej PFR, mechanizmach weryfikacji wniosków, masowych pozwach kierowanych przeciwko firmom oraz o tym, jak przedsiębiorcy mogą bronić się w sporach z państwowym gigantem, z Łukaszem Chacią – adwokatem specjalizującym się w sporach gospodarczych – rozmawia Dominik Jańczak, redaktor naczelny magazynu „SMART Business”.


Data publikacji: 20.05.2026

Data aktualizacji: 21.05.2026

Podziel się:

Stos dokumentów na biurku i pracownik biurowy w tle ilustrują ogromną skalę biurokracji oraz masowych pozwów kierowanych przez PFR przeciwko przedsiębiorcom. Tysiące firm musi odtwarzać dokumentację sprzed lat, by bronić się w sądzie przed zwrotem subwencji.
Polski Fundusz Rozwoju masowo pozywa polskich przedsiębiorców.
Spis treści:

Dominik Jańczak: Zacznijmy od zarysowania szerszego kontekstu. Proszę powiedzieć, jakie subwencje były przyznawane polskim firmom w okresie pandemii i jaka była skala pomocy udzielonej przez Polski Fundusz Rozwoju?

Łukasz Chacia: Mówimy o środkach związanych z Tarczą Finansową – programem rządowym wprowadzonym w celu wsparcia polskiej gospodarki i przedsiębiorców w trakcie pandemii. Obok programów realizowanych przez ZUS, takich jak zwolnienia ze składek, Polski Fundusz Rozwoju (PFR) realizował wsparcie płynnościowe. Środki te miały pomóc firmom utrzymać płynność finansową oraz zatrudnienie przez co najmniej rok – taki był wymóg formalny.

Pomoc wypłacano w dwóch etapach: Tarcza 1.0 (od końca kwietnia do lipca 2020 r.) oraz Tarcza 2.0 (przełom 2020 i 2021 r.). Z tych programów skorzystało około 360 tysięcy firm z sektora mikro, małych i średnich przedsiębiorstw, a łączna skala wsparcia wyniosła 39 miliardów złotych.

DJ: Ile firm jest obecnie objętych postępowaniami o zwrot tych środków?

ŁC: Dokładna liczba nie jest publicznie znana, ponieważ PFR w pierwszej kolejności kieruje wezwania do zwrotu, a tych danych nie podaje się oficjalnie. Jeśli jednak chodzi o same pozwy sądowe, to na ten moment mamy do czynienia z około 16 tysiącami spraw skierowanych przeciwko przedsiębiorcom.

Weryfikując komunikaty PFR-u oraz liczbę postępowań reklamacyjnych i wyjaśniających, można szacować, że wezwań do zwrotu wysłano między 30 a 40 tysięcy. To ogromna skala; można to uznać za działanie masowe. Trudno wskazać inną instytucję, która kiedykolwiek jednocześnie skierowała tyle pozwów przeciwko Polakom.


Weryfikując komunikaty PFR-u oraz liczbę postępowań reklamacyjnych i wyjaśniających, można szacować, że wezwań do zwrotu wysłano między 30 a 40 tysięcy. To ogromna skala; można to uznać za działanie masowe. Trudno wskazać inną instytucję, która kiedykolwiek jednocześnie skierowała tyle pozwów przeciwko Polakom.


Mechanizm „antyfraudowy” i błędy algorytmu

DJ: Z jednej strony wydaje się to zrozumiałe – PFR po czasie weryfikuje prawidłowość przyznanej subwencji. Program był przecież tworzony w pośpiechu, by uniknąć szoku gospodarczego podczas lockdownu.

ŁC: Zgadza się. Program miał pompować środki do gospodarki bardzo szybko, dlatego bazował głównie na oświadczeniach przedsiębiorców. Część danych weryfikowano automatycznie w ZUS-ie czy Urzędzie Skarbowym, sprawdzając spadek obrotów czy poziom zatrudnienia. To był bardzo trudny okres dla firm pod kątem płynności i te środki rzeczywiście wtedy pomogły. Problem pojawił się później.

PFR powołał komórkę antyfraudową, która miała zdiagnozować nadużycia. O ile Fundusz świetnie poradził sobie z wypłatą środków, o tyle zupełnie nie był przygotowany na rzetelne rozpoznawanie reklamacji i weryfikację następczą. Wiele organizacji nie otrzymało subwencji przez błędy algorytmów, które wskazywały np. nieistniejące zaległości w ZUS-ie. Firmy dostawały odmowy bez podania przyczyny, bo PFR nie miał wystarczającej liczby pracowników, by dokumenty zweryfikował człowiek, a nie maszyna. Później, gdy komórka zaczęła działać, stworzono algorytmy do wytypowania przedsiębiorców, którzy zdaniem Funduszu dopuścili się nadużyć.

DJ: Jakie sytuacje były uznawane za nadużycia w oczach PFR-u?

ŁC: Przykładem są firmy, które dokonywały korekt w deklaracjach VAT. To grupa kilku tysięcy podmiotów. PFR zastosował tu uproszczony mechanizm: skoro algorytm wykazał korektę, to znaczy, że doszło do nadużycia i wysyłamy wezwanie. Nikt po stronie Funduszu nie sprawdzał, czy te korekty faktycznie wpłynęły na wysokość subwencji lub czy były niezgodne z prawem.

Firmy często korygowały deklaracje z przyczyn technicznych, np. stosując ulgę na złe długi, co obniżało wykazany obrót w VAT, ale nie zmieniało realnego przychodu wykazanego w księgach rachunkowych. PFR stał się głuchy na te wyjaśnienia. Podtrzymywał decyzje i składał pozwy, ignorując argumentację przedsiębiorców.

Pułapki w regulaminach i rekomendacje CBA

DJ: Czy w takiej sytuacji przedsiębiorcy są bezbronni? Jakie są szanse na skuteczną obronę?

ŁC: Kwestie korekt to tylko wierzchołek góry lodowej. Około tysiąca firm zostało pozwanych, ponieważ zdaniem PFR-u błędnie określiły swoją wielkość – np. jako mikrofirma w Tarczy 1.0, a jako MŚP w Tarczy 2.0. Wynikało to z tego, że w Tarczy 1.0 nie było jasno powiedziane, czy należy uwzględniać firmy powiązane, a wcześniejsze poradniki sugerowały, że nie trzeba brać ich pod uwagę. Po starcie programu w regulaminie pojawiły się zmiany, ale PFR nie komunikował ich szeroko. Sądy nazywają takie działanie „zastawianiem pułapek” na przedsiębiorców.

Jeszcze bardziej bulwersująca jest sytuacja około dwóch tysięcy firm, które otrzymały negatywną rekomendację CBA. Fundusz żąda od nich zwrotu środków z uwagi na „ryzyko nadużycia”, ale nie podaje żadnych konkretów. W wezwaniach pojawiają się jedynie ogólne formułki o praniu brudnych pieniędzy czy przestępstwach gospodarczych. Organizacje te przesyłają zaświadczenia o niekaralności, co PFR ignoruje. Dopiero w sądzie okazuje się, że przywoływane „ryzyko” wynikało np. ze spóźnienia ze sprawozdaniem finansowym, niezapłaconej zaliczki na PIT sprzed dziesięciu lat lub faktu, że prezes zarządu został uniewinniony w sprawie karnej sprzed dekady. Kaliber tych uchybień jest zupełnie niewspółmierny do uruchamiania machiny CBA.

DJ: To brzmi jak trzymanie firm w wieloletniej niepewności.

ŁC: Dokładnie tak. Firmy z negatywną rekomendacją CBA były w zawieszeniu przez 2–3 lata. PFR informował, że trwa weryfikacja, choć sam niczego nie sprawdzał. Dopiero w 2023 r. zaczął wysyłać wezwania, twierdząc, że musi dbać o finanse publiczne. To niszczy zaufanie obywatela do państwa. Znam przypadek przedsiębiorcy, który z powodu stresu i braku wyjaśnień doznał udaru i popadł w depresję. Walka z takim kolosem jak PFR jest dla wielu ludzi obciążeniem ponad siły.


Około tysiąca firm zostało pozwanych, ponieważ zdaniem PFR-u błędnie określiły swoją wielkość – np. jako mikrofirma w Tarczy 1.0, a jako MŚP w Tarczy 2.0. Wynikało to z tego, że w Tarczy 1.0 nie było jasno powiedziane, czy należy uwzględniać firmy powiązane, a wcześniejsze poradniki sugerowały, że nie trzeba brać ich pod uwagę.


Sądowa batalia i brak legitymacji procesowej

DJ: Jak na argumenty firm reagują sądy? Czy orzecznictwo zaczyna się zmieniać?

ŁC: Początkowo PFR odnosił sukcesy, często w sprawach, w których przedsiębiorcy nie wnosili sprzeciwu od nakazów zapłaty. Jednak po głębszej analizie sędziowie coraz częściej orzekają na niekorzyść PFR-u. Sądy wprost stwierdzają, że pozywanie przedsiębiorcy bez sprawdzenia podstaw naraża Skarb Państwa na ogromne koszty – przecież PFR musi opłacić drogie kancelarie i wnieść opłatę sądową w wysokości 5% od każdego pozwu.

Co więcej, pojawia się fundamentalna wątpliwość prawna. Istnieją już dwa prawomocne wyroki stwierdzające, że PFR w ogóle nie ma legitymacji procesowej do pozywania przedsiębiorców. Ustawa nie dała Funduszowi takiego uprawnienia; PFR wpisał je sobie jedynie do regulaminu. W przypadku pomocy publicznej każda kompetencja musi wynikać z ustawy. Jeśli to stanowisko się utrzyma, 16 tysięcy pozwów powinno zostać oddalonych.

DJ: Gdyby miał Pan ocenić te umowy z perspektywy prawniczej – czy one właściwie zabezpieczały interesy obu stron?

ŁC: Nie było tam mowy o równości stron. PFR w całości narzucił treść regulaminu i zapewnił sobie prawo do jego jednostronnej zmiany, uznając, że komunikaty na stronie internetowej są wiążące. Fundusz argumentuje to faktem, że subwencja jest „nieodpłatnym przysporzeniem”. Jednak państwo nie powinno zastawiać pułapek na przedsiębiorców ani zmieniać zasad w trakcie gry, by łatwiej było pozwać określoną grupę podmiotów. To był program pomocy rządowej, który musi być zgodny z Konstytucją i przepisami unijnymi.


Istnieją już dwa prawomocne wyroki stwierdzające, że PFR w ogóle nie ma legitymacji procesowej do pozywania przedsiębiorców. Ustawa nie dała Funduszowi takiego uprawnienia; PFR wpisał je sobie jedynie do regulaminu. W przypadku pomocy publicznej każda kompetencja musi wynikać z ustawy.


Proces obrony i konsekwencje dla biznesu

DJ: Jak wygląda proces pomocy takiemu przedsiębiorcy w Państwa kancelarii?

ŁC: Sprawdzamy szczegółowo wnioski i oświadczenia, szukając punktów, które PFR mógł zdiagnozować jako problem. W zdecydowanej większości przypadków wezwania są bezzasadne – zaledwie jeden na trzydzieści przypadków dotyczy faktycznego nadużycia. Rekomendujemy walkę, choć wiąże się to ze stresem i koniecznością odtwarzania dokumentacji sprzed lat.

Sytuacja jest o tyle trudna, że PFR żąda zwrotu subwencji wraz z odsetkami od dnia jej udzielenia. Przy kwotach rzędu kilku milionów złotych odsetki tworzą olbrzymie sumy. Te firmy wydały już te pieniądze na utrzymanie zatrudnienia. Gdyby ich nie dostały, mogłyby zwolnić ludzi i przetrwać w inny sposób. Teraz dostają kolejny cios i to w trudnej sytuacji gospodarczej.

DJ: Czy Fundusz stosuje jeszcze inne formy nacisku?

ŁC: Tak, zdarzają się zawiadomienia o popełnieniu przestępstwa złożenia fałszywych oświadczeń. Najbardziej uderza jednak fakt, że pełnomocnicy PFR-u na rozprawach potrafią ukrywać fakty, np. poprzez usuwanie ze strony sekcji Q&A, na której bazowali przedsiębiorcy. Twierdzą, że te oficjalne materiały nie były „poradą prawną” . Podkreślę raz jeszcze, że takie postępowanie niszczy zaufanie do instytucji publicznych.

DJ: Dziękuję za rozmowę.

Zobacz również

Zbliżenie na klamkę drzwi pokoju hotelowego z zawieszką, w tle rozmyte, eleganckie wnętrze sypialni. Zdjęcie idealnie oddaje istotę hotelarstwa premium, w którym dbałość o każdy detal i komfort gościa są kluczem do sukcesu, o czym opowiada Andrzej Bartkowski.
Przeczytaj