GOSPODARKA I FINANSE
Wkrótce zapłacisz cudzy VAT? Absurdalne przepisy podatkowe
Wyobraź sobie, że zlecasz dużą kampanię marketingową, regulujesz fakturę w terminie, a sprawę uznajesz za zamkniętą. Kilka lat później do drzwi Twojej firmy puka urząd skarbowy i… żąda zapłaty podatku za agencję, z którą współpracowałeś. Brzmi jak ponury żart ze strony fiskusa? Dla wielu przedsiębiorców już wkrótce może to być brutalna rzeczywistość. Na ostatniej prostej parlamentarnej ścieżki legislacyjnej znalazły się przepisy, które wywracają do góry nogami zasady odpowiedzialności za błędy – a często i celowe oszustwa – naszych biznesowych partnerów.
Data publikacji: 05.08.2026
Data aktualizacji: 05.08.2026
Podziel się:

Koniec z pewnością. Fiskus uderza „solidarnie”
Najwięcej kontrowersji wzbudza rozszerzenie mechanizmu tzw. solidarnej odpowiedzialności nabywcy. Nowe prawo bezpośrednio uderzy w firmy, które kupują usługi niematerialne.
Mechanizm jest bezlitosny w swojej konstrukcji. Wystarczy, że pojedyncza faktura przekroczy próg 15 tysięcy złotych, albo łączna wartość netto usług od jednego dostawcy przekroczy 50 tysięcy złotych w miesiącu, a lądujesz na celowniku skarbówki. Jeśli Twój usługodawca nie przeleje VAT-u do urzędu, to Ty zapłacisz ten podatek za niego. Co gorsza, gdy miesięczny limit zostanie przekroczony, zaczniesz odpowiadać solidarnie za absolutnie wszystkie – nawet te najdrobniejsze – faktury wystawione przez tego kontrahenta.
Ministerstwo tłumaczy ten ruch bezwzględną walką z pustymi fakturami. Trudno jednak nie odnieść wrażenia, że aparat państwowy po raz kolejny kapituluje w starciu z prawdziwymi oszustami i woli przenieść ryzyko na uczciwego nabywcę usługi.
Mechanizm jest bezlitosny w swojej konstrukcji. Wystarczy, że pojedyncza faktura przekroczy próg 15 tysięcy złotych, albo łączna wartość netto usług od jednego dostawcy przekroczy 50 tysięcy złotych w miesiącu, a lądujesz na celowniku skarbówki. Jeśli Twój usługodawca nie przeleje VAT-u do urzędu, to Ty zapłacisz ten podatek za niego.
Szklana kula dla prezesa, czyli „należyta staranność”
Problem tkwi w szczegółach, a dokładniej w sformułowaniu-wytrychu. Przedsiębiorca zapłaci cudzy podatek, jeśli „wiedział lub miał uzasadnione podstawy, by przypuszczać”, że VAT nie trafi na państwowe konto.
Jak w praktyce mała czy średnia firma ma zweryfikować rzetelność podatkową prężnie działającego biura rachunkowego czy dużej agencji marketingowej? To wiedza z definicji niedostępna z poziomu zarządu zlecającego usługę. Zamiast przejrzystych reguł gry, dostajemy skrajnie nieostry obowiązek „należytej staranności”. Co najbardziej niepokojące, jego brak urzędnicy ocenią z perspektywy czasu – dysponując po latach pełnym obrazem sytuacji, którego w dniu transakcji po prostu nie dało się mieć.
Jak w praktyce mała czy średnia firma ma zweryfikować rzetelność podatkową prężnie działającego biura rachunkowego czy dużej agencji marketingowej? To wiedza z definicji niedostępna z poziomu zarządu zlecającego usługę. Zamiast przejrzystych reguł gry, dostajemy skrajnie nieostry obowiązek „należytej staranności”.
Split payment już Was nie uratuje
Zapewne wielu z was w tym momencie myśli: „przecież płacę przez split payment, jestem bezpieczny”. Do tej pory faktycznie tak było. Zastosowanie mechanizmu podzielonej płatności (MPP) dawało gwarancję ochrony. Nowe przepisy burzą i tę barierę.
Ochrona ze split paymentu nie zadziała, jeśli organ podatkowy uzna, że wiedzieliście o „nadużyciu prawa” po stronie Waszego partnera biznesowego. W ten sposób narzędzie, które miało być absolutnym gwarantem bezpieczeństwa dla firm, przestaje nim być, a weryfikatorem Waszej wiedzy będzie ten sam urząd, który potem wystawi decyzję do zapłaty.
Trochę słońca za ciemnymi chmurami: skład VAT i mniej biurokracji
Żeby nie kreślić przed Wami wyłącznie apokaliptycznych wizji, nowelizacja – z której większość przepisów wejdzie w życie 1 stycznia 2027 r. – przynosi także pozytywy. Część firm, m.in. te zamykające działalność, zrzuci z siebie balast niektórych obowiązków sprawozdawczych.
Łatwiej będzie również przy zakupie środków transportu z krajów Unii Europejskiej. Odchodzi w niepamięć konieczność płacenia podatku w morderczym, 14-dniowym terminie. Firmy rozliczą ten VAT na zwykłych zasadach, w bieżącej deklaracji miesięcznej lub kwartalnej, a archaiczny papierowy formularz VAT-23 zostanie zastąpiony informacją elektroniczną (choć z małymi wyjątkami dla podmiotów nieskładających deklaracji VAT).
Z kolei dla graczy z sektora handlu międzynarodowego i logistyki pojawi się zupełnie nowa instytucja – „skład VAT”. To proceduralne koło ratunkowe, pozwalające fizycznie magazynować towary nawet przez 24 miesiące bez konieczności natychmiastowego płacenia daniny. Towar wchodzący do takiego magazynu, a także obrót wewnątrz niego, zyskają zerową stawkę VAT. Podatek rozliczycie dopiero przy wyprowadzeniu produktów ze składu. To bez wątpienia potężny zastrzyk płynności finansowej, choć skorzystanie z tego dobrodziejstwa będzie wymagało zielonego światła od skarbówki i prowadzenia szczegółowej ewidencji.
Bilans zysków i strat nowej legislacji wydaje się jednak bezlitosny dla spokoju w biznesie. Państwo jawnie przerzuca ciężar uszczelniania systemu na barki firm.
Źródło: Money.pl, opracowanie własne
Zobacz również



