Szukaj

Zaloguj

Zaloguj się

Jesteś nowym klientem?

Zarejestruj się

Szukaj

Zaloguj

Zaloguj się

Jesteś nowym klientem?

Zarejestruj się
Strona Główna/Artykuły/Zmiany w PIT i CIT na 2027 rok. Klasa średnia odetchnie, ale wielki biznes zapłaci rachunek

GOSPODARKA I FINANSE

Zmiany w PIT i CIT na 2027 rok. Klasa średnia odetchnie, ale wielki biznes zapłaci rachunek

Kiedy premier Donald Tusk i minister finansów Andrzej Domański stają przed kamerami, by ogłosić „wielomiliardową” reformę systemu podatkowego, w gabinetach prezesów w całej Polsce zapada pełna napięcia cisza. Znamy już rządowe plany, które mają wejść w życie z początkiem 2027 roku. Z jednej strony czeka nas wyraźny ukłon w stronę etatowców i menedżerów średniego szczebla. Z drugiej – uderzenie w największe korporacje, milionerów oraz przedsiębiorców rozliczających się ryczałtem. Kto wyjdzie z tego gospodarczego starcia z tarczą, a kto na tarczy?


Data publikacji: 20.08.2026

Data aktualizacji: 20.08.2026

Podziel się:

Osoba korzystająca z kalkulatora i analizująca dokumenty finansowe, co symbolizuje nadchodzące zmiany w podatkach PIT i CIT na 2027 rok.
Rządowe plany zmian w systemie podatkowym na 2027 rok wpłyną zarówno na pracowników etatowych, jak i duże przedsiębiorstwa. Źródło: Magnific Premium
Spis treści:

Miękkie lądowanie, czyli nowy bufor w PIT

Dla 3,5 miliona Polaków to bez wątpienia dobra wiadomość. Rząd wreszcie dostrzegł stromą przepaść, w którą regularnie wpadali podatnicy przekraczający pierwszy próg dochodowy. Zgodnie z zapowiedziami, limit ten zostanie przesunięty ze 120 tysięcy do 130 tysięcy złotych. Jednak prawdziwa rewolucja kryje się tuż za tą granicą. Zamiast bolesnego uderzenia w ścianę i natychmiastowego wejścia w 32-procentową stawkę podatkową, gabinet Tuska proponuje rozwiązanie pomostowe. Będzie to nowa, 24-procentowa stawka dla osób zarabiających między 130 a 150 tysięcy złotych rocznie.

Minister Domański wylicza z uśmiechem, że w portfelach podatników zostanie z tego tytułu nawet 3,6 tysiąca złotych rocznie. Brzmi świetnie, prawda? Z perspektywy pracownika – absolutnie tak. Kłopot w tym, że w budżetowej makroekonomii nic nie ginie. Każdy miliard złotych, który pozostanie w kieszeniach obywateli, to miliard, którego zabraknie w państwowej kasie. Gdzie zatem koalicja rządząca zamierza szukać brakujących środków, by utrzymać obietnicę „odpowiedzialnej polityki fiskalnej”?


Zamiast bolesnego uderzenia w ścianę i natychmiastowego wejścia w 32-procentową stawkę podatkową, gabinet Tuska proponuje rozwiązanie pomostowe. Będzie to nowa, 24-procentowa stawka dla osób zarabiających między 130 a 150 tysięcy złotych rocznie.


Giganci na celowniku. CIT szybuje w górę

Odpowiedź na to pytanie nie wywoła uśmiechu na twarzach członków zarządów największych spółek. Rachunek za ulgę dla klasy średniej zapłaci wielki kapitał. Rząd szykuje podwyżkę podatku CIT – z dotychczasowych 19 na 22 procent. Kogo obejmie nowa danina? Na celowniku znalazły się podmioty, których roczne przychody przekraczają pułap 50 milionów euro (czyli około 200 milionów złotych), a także wszystkie podatkowe grupy kapitałowe. Słowem: największe rynkowe drapieżniki.

Andrzej Domański próbuje tonować nastroje, wskazując, że nowa stawka to wciąż okolice średniej dla Unii Europejskiej. Jako polityczny argument podaje przykład Słowacji, która niedawno wywindowała swój CIT aż do 24 procent. Dziennikarska rzetelność każe jednak postawić otwarte pytanie: czy gwałtowne zwiększenie obciążeń dla największych graczy faktycznie sprawi, że system stanie się „trochę bardziej sprawiedliwy”, jak przekonuje premier Tusk? W biznesie koszty rzadko rozmywają się w próżni. Najpotężniejsze koncerny mają to do siebie, że dodatkowe podatki potrafią sprawnie przerzucić na końcowego konsumenta, po cichu podnosząc ceny swoich towarów i usług.


W biznesie koszty rzadko rozmywają się w próżni. Najpotężniejsze koncerny mają to do siebie, że dodatkowe podatki potrafią sprawnie przerzucić na końcowego konsumenta, po cichu podnosząc ceny swoich towarów i usług.


Koniec eldorado dla ryczałtowców i droższa solidarność

Jeśli zarządzasz średniej wielkości firmą i właśnie odetchnąłeś z ulgą, wierząc, że ominie cię wyższy CIT, wstrzymaj konie. Ministerstwo Finansów ma w zanadrzu cięcia, które uderzą znacznie szerzej. Zapowiedziano powrót do historycznego limitu przychodów dla podatników rozliczających się ryczałtem. Po kilku tłustych latach – przypomnijmy, że od 2021 roku można było korzystać z tej prostej formy opodatkowania aż do pułapu 2 milionów euro – wracamy do brutalnej rzeczywistości. Nowy limit zostanie ścięty do zaledwie 250 tysięcy euro, czyli około miliona złotych. Dla tysięcy prężnie rozwijających się biznesów oznacza to przymusową przesiadkę na bardziej skomplikowane i z reguły droższe formy rozliczeń.

Rząd postanowił też głębiej sięgnąć do kieszeni najbogatszych. Danina solidarnościowa, pobierana od osób inkasujących powyżej miliona złotych rocznie, wzrośnie do 5 procent (to skok o 1 punkt procentowy). Zwiększenie tego obciążenia to jasny sygnał: w czasach szukania oszczędności to prywatny kapitał ma udźwignąć ciężar państwowej redystrybucji.

Gra o bilans w cieniu gabinetowych narad

Obietnice złożone na sierpniowej konferencji nakreślają wyraźną oś finansową na najbliższe kilkanaście miesięcy. Zmiany zaplanowane na 2027 rok zdejmują część ciężaru z barków pracowników etatowych, wrzucając go na plecy dużych firm oraz zamożnych przedsiębiorców. Decydenci ryzykują jednocześnie spowolnieniem inwestycji w kluczowych sektorach.

Z jednej strony – czas na gruntowną rewizję opłacalności struktur kapitałowych i analizę rentowności po utracie ryczałtu. Z drugiej – presja na optymalizację kosztów operacyjnych nigdy nie była silniejsza. Do 2027 roku wcale nie zostało tak wiele czasu. W gabinetach głównych księgowych i na salach posiedzeń zarządów wyścig ze zmianami właśnie wystartował.

Opracowanie: Redakcja SMART Business

Nowy próg PIT rekompensuje zaledwie 41 proc. strat podatników

Proponowana przez rząd zmiana skali podatkowej rekompensuje tylko 41 proc. utraty realnej wartości progu PIT, która nastąpiła od końca 2021 roku. Gdyby próg 120 tys. zł był na bieżąco waloryzowany, to jego obecna wartość wynosiłaby 163,5 tys. zł. Nowa skala ma zakładać stawki 12 proc. do 130 tys. zł, 24 proc. między 130 a 150 tys. zł oraz 32 proc. powyżej 150 tys. zł. To ulga, ale trudno nazwać ją pełną waloryzacją. Maksymalna korzyść dla podatników wyniesie 3 600 zł rocznie, czyli 300 zł miesięcznie. Zmiany obejmą tylko osoby zarabiające powyżej 11,9 tys. zł brutto miesięcznie. Osoby zarabiające mniej nie odczują zmian.

Obecny próg 120 tys. zł obowiązuje od początku 2022 roku. Od końca 2021 roku do końca lipca 2026 roku ceny wzrosły łącznie o 36,28 proc. W efekcie dzisiejsze 120 tys. zł ma realną wartość zaledwie około 88,1 tys. zł w cenach z końca 2021 roku. Aby zachować pierwotną siłę nabywczą, próg powinien dziś wynosić około 163,5 tys. zł, czyli o 43,5 tys. zł więcej.

Gdyby obecną propozycję wprowadzenia dodatkowego progu 24 proc. przełożyć na obecnie obowiązującą skalę podatkową, oznaczałoby to przesunięcie obecnego progu do około 138 tys. zł. To wzrost o 18 tys. zł, czyli zaledwie około 41 proc. kwoty potrzebnej do pełnej waloryzacji strat, jakie podatnicy ponieśli od końca 2021 roku.

Brak automatycznej waloryzacji progów jest pełzającą podwyżką podatków. Wynagrodzenia rosną nominalnie wraz z cenami, nawet gdy pracownicy realnie się nie bogacą. W Polsce ten mechanizm funkcjonuje od lat. Poprzedni próg, wynoszący około 85,5 tys. zł, pozostawał bez zmian przez 15 lat (w latach 2007-2021), mimo że jednocześnie zmieniały się stawki podatkowe. W obecnej sytuacji każde podniesienie progu wymaga bowiem osobnej decyzji ustawodawcy.

Propozycja jest więc krokiem w dobrą stronę, ale tylko częściowym. Najbardziej przejrzystym rozwiązaniem byłaby coroczna, automatyczna waloryzacja progów o inflację. Dzięki temu wzrost cen nie uderzałby w podatników dwa razy: najpierw przez spadek siły nabywczej, a potem przez wzrost efektywnego opodatkowania.

Wprowadzenie trzeciego progu ma tę zaletę, że rząd w przyszłości będzie miał więcej możliwości zmian i kształtowania rozwiązań podatkowych, co jest łatwiejsze przy większej liczbie progów podatkowych. Oczywiście to rozwiązanie powoduje, że system staje się bardziej skomplikowany, jednak w kontekście skomplikowania całego systemu jest to właściwie nieistotne. Szczególnie w czasie, gdy wielu podatników korzysta z automatycznego rozliczania się w systemie e-PIT.

Paweł Majtkowski, analityk etoro w Polsce


Kto zyskuje na nowym progu podatkowym?

Wynagrodzenie brutto / mies.*Roczna podstawa opodatkowaniaOszczędność rocznaOszczędność miesięcznie
11 900 zł i mniej120 000 zł i mniej0 zł0 zł
13 000 zł132 000 zł2 160 zł180 zł
14 000 zł142 000 zł2 960 zł247 zł
14 800 zł i więcej150 000 zł i więcej3 600 zł300 zł

* Orientacyjne wynagrodzenie brutto zakłada standardową umowę o pracę. Opracowanie tabeli: Paweł Majtkowski, analityk etoro w Polsce

Dominik Jańczak

Redaktor naczelny
Magazyn „SMART Business”

Dziennikarz zarządzający projektami wydawniczymi i konferencyjnym nakierowanymi na rozwój polskich firm. Oprócz działalności wydawniczej - w tak zwanym międzyczasie - prowadzi firmy w branży graficznej i edukacyjnej.

Zobacz również

Mężczyzna układający żarówkę na stosie monet, w tle kalkulator. Symbolizuje to oszczędności i inwestycje w energetykę oraz logistykę, które mają przyspieszyć dzięki nowej ustawie.
Przeczytaj